Big Tech w kleszczach polityki. Co dalej?

Maria Magierska
Maria Magierska
Doktorantka na Wydziale Prawa Europejskiego Instytutu Europejskiego we Florencji. Obszar jej zainteresowań badawczych obejmuje ochronę danych osobowych i prawny aspekt nowych technologii.

Zmierzch „Tarczy Prywatności”, przesłuchania szefów GAFA w Kongresie, widmo zakazu TikToka w Stanach Zjednoczonych, blokada postów prezydenta USA przez Twittera – tego lata rozstrzyga się przyszłość Internetu, jaki znamy.

Marta Musidłowska na łamach Pospolitej wyjaśniła, na czym w ogólnym ujęciu polega problem z wszechwładzą cyfrowych gigantów nad naszymi danymi: nie kontrolujemy naszego życia w sieci – to korporacje kontrolują nas. Jednocześnie w USA i Europie dzieje się coraz więcej na obszarze walki państw z właścicielami platform, których tłem jest prywatność obywateli i cyfrowa suwerenność.

UE-USA: koniec „Tarczy Prywatności”

Zaczęło się 16 lipca od małego trzęsienia ziemi. Trybunał Sprawiedliwości UE wyrokiem w sprawie Schrems II unieważnił „Tarczę Prywatności” – umowę regulującą przesył danych między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi.

Transfer danych poza UE jest możliwy tylko do państw, które zapewniają odpowiedni stopień ochrony danych osobowych (o odpowiedniości decyduje Komisja Europejska). Stany Zjednoczone, w których ochrona danych jest uregulowana w rozproszonych regulacjach sektorowych, nie są zaliczane do tej grupy. Wynegocjowana pomiędzy UE i USA „Tarcza Prywatności” zakładała, że amerykańskie firmy, które do niej przystąpią (w sumie było ich około 5 tysięcy), będą traktowane w UE jako zapewniające adekwatny stopień ochrony danych osobowych. Była to już druga taka rama prawna – „Bezpieczna Przystań” została unieważniona w 2015 r.

W ciągnącej się już od ponad siedmiu lat sprawie austriackiego aktywisty Maxa Schremsa przeciwko Facebookowi pojawiło się już niemal wszystko: inwigilacja europejskich obywateli przez amerykańskie służby, unieważnienie ram prawnych pozwalających na transatlantyckie transfery danych (i pierwszy wyrok TSUE z 2015 roku), oskarżenia o uleganie naciskom zza oceanu pod adresem irlandzkiego urzędu ochrony danych osobowych i zakulisowy lobbing technologicznych gigantów.

W Schrems II TSUE ponownie uznał, że transfery danych europejskich użytkowników do Stanów Zjednoczonych nie są wystarczająco chronione, gdyż amerykańskie firmy są zobowiązane przekazywać informacje na ich temat do National Security Agency. Teraz korporacjom pozostaje korzystanie ze standardowych klauzul umownych, które jednak wymaga od administratorów czasochłonnych weryfikacji i również może niedługo zostać zablokowane przez europejskich regulatorów. Komentatorzy zgodnie twierdzą, że bez daleko idącego zwiększenia prawnej ochrony danych osobowych w Ameryce, stworzenie nowej, zgodnej z prawem europejskim umowy transatlantyckiej w tym obszarze będzie niemożliwe.

Pod znakiem zapytania staje więc przyszłość outsourcingu danych z UE do USA, ale też to, kto zdominuje przyszłą narrację wokół ochrony prywatności. Departament Handlu USA zapowiedział, że nadal będzie stosował „Tarczę Prywatności”. Google Analytics i szereg innych amerykańskich firm wprowadziło już standardowe klauzule umowne, jako – póki co – legalne.

I choć urzędy ochrony danych osobowych w niektórych krajach UE już zapowiedziały blokowanie transferów do USA, to większość spraw transatlantyckich będzie jednak rozpatrywane w Irlandii. Tamtejszy odpowiednik polskiego UODO od lat oskarżany jest o sprzyjanie amerykańskim korporacjom: od czasu wejścia w życie RODO w 2018 roku nie nałożył ani jednej kary na prywatne firmy, a postępowania wewnętrzne potrafi rozwlekać na lata. Coraz liczniejsze głosy mówią przez to o porażce regulacji, która miała stanowić główny straszak na zapędy technologicznych gigantów. Irlandia pozostaje miejscem, w którym najchętniej umieszczają one swoje europejskie siedziby.

Po orzeczeniu w sprawie Schrems II coraz bardziej realne staje się zupełne zaprzestanie transferów danych poza UE i przechowywanie ich w jej granicach. Otwarcie europejskiego centrum danych zapowiedział już TikTok. Oczywiście, w Dublinie. Jak podaje „The Irish Times”, Irlandia spodziewa się, że do 2028 roku centra danych i inni więksi użytkownicy będą odpowiadali za łącznie prawie 30% krajowego zużycia prądu. Kraj, który od lat zmaga się z rosnącymi nierównościami, bezdomnością i wysokimi cenami najmu, jest gospodarczo uzależniony od działalności zagranicznych korporacji.

USA-Chiny: Amerykanizacja TikToka?

Podobne argumenty, co TSUE pod adresem transferów transatlantyckich, wysuwają w USA przeciwnicy chińskiej aplikacji TikTok. Główne oskarżenia dotyczą braku ochrony danych amerykańskich użytkowników i ryzyko, że są one przekazywane chińskiemu wywiadowi. Choć bezpośrednich dowodów na to póki co nie ma, udokumentowane są sposoby monitorowania obywateli przez chiński rząd, represyjne inwigilowanie aktywistów w Hong Kongu czy, w skrajnej formie, dehumanizujące kontrolowanie Ujgurów. TikToka i 58 innych chińskich aplikacji zakazały już między innymi Indie. Sprawa nie dotyczy wyłącznie kwestii bezpieczeństwa cyfrowego Stanów Zjednoczonych.

1 sierpnia Donald Trump zapowiedział, że zakaże w Stanach Zjednoczonych korzystania z TikToka (w jaki sposób jest to prawnie możliwe, można przeczytać tutaj). Dzień później chęć wykupienia amerykańskiego kawałka aplikacji wyraził nieoczekiwanie Microsoft (podobno ma to objąć wszystkie globalne wersje z wyjątkiem chińskiej). W środę Mike Pompeo przedstawił pięciostopniowy plan walki z chińskimi technologiami w Stanach Zjednoczonych, który zakłada między innymi usunięcie popularnych chińskich aplikacji z amerykańskich sklepów typu Google Play. Motywacje, które stoją za tą decyzją, równie dobrze mogliby wygłaszać europejscy politycy, gdyby chcieli zakazać działania na terenie UE Facebooka czy Instagrama.

I choć argument o bezpieczeństwie danych jest ważny, to niewątpliwie równie istotne jest to, kto zdobędzie kontrolę nad danymi milionów Amerykanów. TikTok jest pierwszą nie-amerykańską aplikacją, która zdobyła taką popularność w Stanach Zjednoczonych. Nie jest przypadkiem, że to właśnie po groźbach Trumpa o zakazie należący do Facebooka Instagram wypuścił bliźniaczo podobny do TikToka InstagramReel (niektórzy łączą to z niejawnym spotkaniem Zuckerberga z Trumpem w Białym Domu, a nawet z tym, że Instagram przez dwa miesiące nie zauważał buga kierującego hasztagi #joebiden do negatywnych lub fałszywych informacji na temat Bidena). Jeżeli Trump lub Microsoft dopną swego, dane amerykańskich użytkowników TikToka pozostaną w Stanach Zjednoczonych.

Co ciekawe, Unia Europejska nie zareagowała jeszcze jednoznacznie na wątpliwości, które pojawiły się wokół chińskich aplikacji. Co prawda zespół roboczy w tej sprawie powołała już Europejska Rada Ochrona Danych, a holenderskie i duńskie urzędy ochrony danych osobowych wszczęły postępowania przeciwko TikTokowi (najprawdopodobniej i tak dotrą do Irlandii), jednak głosów o bezwzględnym zakazie nie ma.

Informację, jakoby takie prace prowadziło polskie Ministerstwo Cyfryzacji, zostały bardzo szybko przez nie zdementowane. Choć debaty nad obecnością Huawei w Europie trwają, wygląda na to, że TikTok o swój los może by spokojny. Zdaniem Politico wynika to z braku pewności, kto właściwie miałby być odpowiedzialny za ewentualne postępowania przeciwko korporacji – co jeszcze raz stawia pod znakiem zapytania efektywność obecnego mechanizmu.

Szefowie GAFA w Kongresie

Spór o TikToka wybuchł raptem kilka dni po przesłuchaniu szefów największych amerykańskich korporacji technologicznych w Kongresie. Tim Coook (Apple), Sundar Pichai (Google), Mark Zuckerberg (Facebook) i Jeff Bezos (Amazon) zgodnie opowiadali o amerykańskim śnie i sile Stanów Zjednoczonych, gdzie mogli od zera pracować nad wielkimi ideami, które zmieniły obraz świata. Patriotyczne tony podszyte były całkiem realną groźbą: tuż za rogiem czyhają Chiny i będą jeszcze gorsi, niż my. Jednocześnie nie dało się odnieść wrażenia, że wreszcie kończy się epoka, w której szefowie największych korporacji świata traktowani byli przez polityków jak grupka pracujących w garażu startupowców i mogli liczyć na pobłażliwe lub lekceważące traktowanie, dzięki czemu wiele uchodziło im na sucho.

Lista zarzutów wobec BigTechu jest długa. Google oskarżany jest o wykorzystywanie pozycji dominującej i manipulowanie wynikami wyszukiwania w taki sposób, że promują one produkty oferowane przez Alphabet. Facebookowi wytyka się kopiowanie konkurencji i wykupywanie podmiotów, które mogłyby mu zagrozić (tak stało się m.in. z Instagramem i WhatsAppem). Główny zarzut wobec Apple dotyczy zarządzania AppStore i wysokiej, trzydziestoprocentowej marży nakładanej na twórców zewnętrznych aplikacji. Podobne oskarżenia zgłaszane są pod adresem Amazona, który ma utrudniać działalność innych sprzedawców na jego platformie.

Przesłuchanie w Kongresie pokazało, że szefowie GAFA postawieni pod ścianą zaczynają się gubić w wyuczonych formułkach. Zuckerbeg kilkukrotnie zaprzeczał, by Facebook kopiował inne aplikacje, by zostać skonfrontowanym z własnymi mailami z 2012 roku na temat planów przejęcia Instagrama. Bezos mgliście tłumaczył się z ujawnionych przez „Wall Street Journal” informacji, że Amazon miał dostęp do szczegółowych danych na temat zewnętrznych sprzedawców. Podobnie Cook i Pichai na zdecydowaną większość niewygodnych pytań odpowiadali „nie wiem” lub „odezwiemy się w tej sprawie”. Zmiana atmosfery od 2018 r., gdy na podobnym przesłuchaniu Zuckerberg wyjaśniał politykom, jak działa Internet, była bardzo widoczna.

Wobec aktywizacji kongresu opieszale zaczynają wyglądać działania Komisji Europejskiej. Komisarz Margrethe Vestager od lat wzywa do rozbicia monopoli i przygląda się działaniu wielkich korporacji. Mimo to, nie da się ukryć, że postępowania przed KE są długotrwałe i obarczone dużym ryzykiem. 15 lipca unijny sąd unieważnił decyzję KE zobowiązującą Apple do oddania 13 mld euro zaległego podatku. Nawet najwyższe kary nie sprawiły też jeszcze, by Google czy Apple zmieniły swoje zachowanie. 4 sierpnia KE wszczęło postępowanie w sprawie przejęcia przez Google Fitbitu, aplikacji zbierającej dane o zdrowiu i osiągnięciach sportowych. Google twierdzi, że nie będzie wykorzystywało danych z Fitbitu do targetowania reklam, ale trudno wierzyć w te zapewnienia. Podobne deklaracje wokół przejęcia Nest zakończyły się próbą zintegrowania danych z Google; połączenie WhatsAppa z Messengerem wbrew wcześniejszym obietnicom zapowiada też Facebook. Wygląda na to, że giganci dążą do przejęcia jak największych wolumenów danych o jak największej liczbie użytkowników.

Facebook, Twitter i wolność słowa

Oddzielnym wątkiem są oskarżenia pod adresem Facebooka z jednej strony o brak wystarczającej moderacji i sprzyjanie rozprzestrzenianiu fake newsów, a z drugiej – o zbytnią kontrolę i zawieszanie kont bez podania wyraźnych przyczyn. Jak wytknął Zuckerbergowi kongresmen Ciclline, Facebookowi taki model po prostu się opłaca – i nie jest to kwestia obrony wolności słowa, lecz monetyzowania najbardziej angażujących i emocjonujących treści.

Facebook dopiero 6 sierpnia usunął wprowadzający w błąd film Donalda Trumpa o koronawirusie – i można tylko spekulować, czy ta nagła zmiana polityki ma związek z tym, że to Microsoft, a nie firma Zuckerberga (która przymierzała się do tego już od dwóch lat), ma przejąć TikToka. Wcześniej ponad tysiąc firm prowadziło bojkot Facebooka i przestało korzystać z jego reklam w proteście przeciwko braku skutecznej reakcji na szerzącą się na platformie mowę nienawiści i dezinformację.

Z podobną krytyką spotyka się Twitter, który przyjął bardziej bezwzględną strategię walki z fałszywymi treściami i politycznymi ogłoszeniami. Jeszcze w październiku platforma ogłosiła zakaz publikowania reklam o treściach politycznych, a w czasie pandemii koronawirusa usuwała dezinformujące posty. Sprawa jest jednak złożona, bo granica pomiędzy ochroną przed mową nienawiści a cenzurą jest wąska. O tym, czy wstawiane na Facebooka czy Twittera posty spełniają standardy społeczności, decydują bardzo często algorytmy. Głosy o blokowaniu przez Facebooka i Twittera wolności słowa padają najczęściej z prawej strony sceny politycznej, ale poszkodowany może być każdy. Decyzje o usunięciu lub zawieszenia konta następują często automatycznie, a platformy nie podają ich uzasadnienia i utrudniają użytkownikom skuteczne odwołanie. Kwestia, kto powinien odpowiadać za regulację treści publikowanych na Facebooku jest jedną z najbardziej palących zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Unii Europejskiej.

Co dalej?

Gra toczy się o wysoką stawkę. Rywalizacja pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz Unia Europejska broniąca swojej cyfrowej suwerenności mogą doprowadzić do dalszego rozszczepiania się dotychczas współpracujących systemów. Perspektywa świata, w którym funkcjonuje kilka wyizolowanych obszarów cyfrowych, jest coraz bardziej możliwa.

W nadchodzących miesiącach rozstrzygnie się, która narracja zwycięży: czy unijne regulacje okażą się wystarczająco skuteczne, by chronić Europejczyków (w czerwcu rozpoczęły się konsultacje wokół Digital Service Act), czy jednak amerykańskie metody będą efektywniejsze, czy chińskie zapędy inwigilacyjne zostaną ograniczone i wreszcie – czy technologiczni giganci zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.             

- Advertisement -

Najnowsze

Kruchy pakt górników z rządem. Początek sprawiedliwej transformacji? Raczej gra pozorów

Porozumienie, które podpisano 25 września, po strajku w kilku kopalniach, mogło stać się pierwszym krokiem na drodze do sprawiedliwej transformacji Śląska. Wiele wskazuje jednak, że tak nie będzie.

Czterdzieści lat “Solidarności”: jak elity zdradziły robotników

Minęła kolejna dekada od czasu Porozumień Sierpniowych w 1980 r. Niestety narracja dominująca zarówno w mediach jak i w przekazie polityków konsekwentnie pomija robotniczy, klasowy charakter tamtych historycznych wydarzeń.

Newsletter prosto do Twojej skrzynki

Raz w miesiącu wyślemy Ci nasze najlepsze teksty z komentarzem od redakcji.



Administratorem danych osobowych jest Instrat - Fundacja Inicjatyw Strategicznych, ul. Oleandrów 7 lok.16, 00-629 Warszawa. Dane, które nam przekazujesz, wykorzystywane będą do informowania Ciebie o publikacjach i innych działaniach portalu Pospolita oraz w celach statystycznych. Informacja przekazywana będzie pocztą elektroniczną w postaci newslettera. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, a jednocześnie konieczne do przekazania wymienionych treści. Masz prawo dostępu do przekazanych nam danych, prawo do ich usunięcia, aktualizacji, sprostowania, ograniczenia przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Więcej w polityce prywatności.

Polecane analizy