Bliżej sprawiedliwości. Sejm przegłosował zakaz reprywatyzacji kamienic z lokatorami [KOMENTARZ]

Paweł Jaworski
Paweł Jaworski
redaktor naczelny Pospolitej, wcześniej niezależny publicysta i działacz społeczny. Następnie członek redakcji dziennikarskiego Portalu Strajk. Współpracownik Fundacji Instrat. Pisze o globalnych procesach gospodarczych, wyzwaniach sprawiedliwej transformacji energetycznej i napięciach społecznych późnego kapitalizmu. Absolwent Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Legislatorzy przegłosowali projekt uznany przez niektórych za ustawę reprywatyzacyjną. Przewiduje on odszkodowania dla poszkodowanych lokatorów i znacznie utrudnia zwrot kamienic w naturze. Nie rozwiązuje jednak problemu reprywatyzacji jako złożonej kwestii społecznej.

Wygląda na to, że po latach gehenny i upokorzeń, po latach walki sprawiającej nieraz wrażenie beznadziejnej, po zamordowaniu Jolanty Brzeskiej, warszawskie środowiska lokatorskie doczekały się przełomu w swojej sprawie. Sejm w trzecim czytaniu przyjął nowelizację prawa, szumnie i nie do końca poprawnie nazywaną ustawą reprywatyzacyjną. W dniu głosowania nadal nie było pewności, czy projekt nie “spadnie” z programu obrad, co miało już miejsce wcześniej. W piątek rano na Wiejskiej odbył się happening Jana Śpiewaka i działaczy lokatorskich, który miał stanowić w tym względzie nacisk na polityków. Ustawa jednak była głosowana zgodnie z harmonogramem i przeszła.

Zawiera ona dwa najważniejsze elementy, o które chodziło lokatorom eksmitowanym z kamienic, przekazywanych (najczęściej bezprawnie) przez władze Warszawy handlarzom roszczeniami w imię “świętego prawa własności”. Po pierwsze, zabrania reprywatyzowania budynków, które są zamieszkałe przez chociażby jedną osobę. W praktyce oznacza to też zatrzymanie zwrotów w naturze, ponieważ już wcześniej wyłączone z tego procesu zostały obiekty użyteczności publicznej: szkoły, szpitale, instytucje kultury, itd.

Przyjęte przepisy teoretycznie nadal dopuszczają możliwość jakichś zwrotów w naturze, czyli fizycznie istniejących budynków. Należy jednak się spodziewać, że jeżeli nowelizacja przejdzie przez Senat i uzyska podpis prezydenta, będą to sytuacje wyjątkowe. Tytuły własności przedwojennych nieruchomości nadal będą podstawą do odszkodowań i mają prawnie bazować na słynnym “Dekrecie Bieruta” z 1945 r.

Po drugie, poszkodowani lokatorzy mają otrzymać odszkodowania. Wydaje się to zupełnie podstawowym problemem. Po latach działania aktywistów w tej sprawie i zmianie w podejściu ze strony mediów, jakie nastąpiło kilka lat temu, opinia publiczna zaakceptowała fakt, że ludzie wyrzucani z mieszkań pod pozorem przekazywania kamienic “prawowitym właścicielom” padali zazwyczaj ofiarami bezprawia, a nawet – mówiąc wprost – działań przestępczych. Przepłaciła to życiem nie tylko słynna Jola Brzeska, której morderstwo nadal nie jest wyjaśnione – zdarzało się ,że poniewierani lokatorzy, często osoby w podeszłym wieku, umierali na zawały w wyniku represji, jakich doświadczali ze strony “czyścicieli kamienic”.

Kwestia odszkodowań jest jeszcze o tyle istotna, że mimo powołania do życia tzw. komisji reprywatyzacyjnej, która odszkodowania już zasądziła, jej decyzje były zaskarżane przez stołeczny ratusz, który nie chciał ich wypłacać. To oczywiście przejaw rażącego upolitycznienia sprawy reprywatyzacji zarówno przez PiS jak i KO i uczynienia z niej kolejnego frontu walki partyjnej. Szkodliwa rola PO (KO) jest oczywista ze względu na uwikłanie ekipy prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz w opisane wyżej bezprawne dziania w stolicy. Z drugiej strony, prawne wady komisji Partyka Jakiego, improwizacja dzisiejszej władzy na tym obszarze i nastawienie bardziej na osiągnięcie korzyści politycznych niż naprawę szkód, również stanowiły przeszkodę w konsekwentnym rozwiązaniu problemu odszkodowań. Zmiana jaką piątkowa nowelizacja wprowadza na tym polu polega przede wszystkim na zapewnieniu rekompensat ze Skarbu Państwa.

Ustawa przyjęta przez Sejm mogła być dalej idąca, gdyby uwzględniono poprawki Lewicy. Zakładały one przede wszystkim całkowitą ochronę warszawskiego zasobu komunalnego przed reprywatyzacją oraz możliwość uznania lokatorów za stronę w postępowaniu reprywatyzacyjnym. Bez wątpienia wyrażały one głębsze zrozumienie, że politycy mają w tym przypadku do czynienia z czymś więcej niż tylko z wyregulowaniem kwestii własnościowej – mierzą się z poważnym problemem społecznym, nabrzmiałym w toku trzydziestu lat kapitalistycznych przekształceń w Polsce. Nawet jeżeli nadal boją się to przyznać.

Trudno powiedzieć, czemu dokładnie poprawki Lewicy zostały odrzucone. Wiadomo, że w punkcie wyjścia Zjednoczona Prawica ich nie chciała, była jednak szansa na przekonywanie koalicji odpowiednią argumentacją społeczną. Na obradach komisji sejmowej lewicowe propozycje były jednak zajadle atakowane przez obecnych na posiedzeniu członków Stowarzyszenia “Dekretowiec”, którzy uznali je za niedopuszczalne ze względu na nadrzędną – w ich mniemaniu – rolę prawa własności w Polsce. Działacze lokatorscy, którzy byli obecni na komisji, twierdzą, że ludzie z “Dekretowca” robili również wszystko, by nie dopuścić do zakazu zwrotu kamienic wraz z lokatorami.

Choć trudno się z tym pogodzić, po tym jak skandale reprywatyzacyjne dobitnie skompromitowały narrację “świętego prawa własności” – gdy w imię tego prawa wyrządzono tyle krzywd, gdy przez lata doskonale służyło ono jako przykrywka dla nieludzkiego bezprawia – tego rodzaju argumentacja nadal trzyma się nieźle i posiada siłę polityczną. Być może to przesadny domysł, ale fakt, że PiS i reszta prawicowej koalicji przeprowadzali nowelizację przez Sejm w przeddzień pompatycznie obchodzonej setnej rocznicy odparcia “nawały bolszewickiej”, mógł czynić ich szczególnie wrażliwymi na wszelkie skojarzenia z “komunizmem”, samą Lewicę zaś z jej propozycjami – dość bezbronną na tle obecnego wzmożenia ideologicznego. W dzisiejszej Polsce może mieć to znaczenie, choć wydaje się śmieszne.

Nowelizacja zaakceptowana przez Sejm nie jest właściwie rozumianą ustawą reprywatyzacyjną. Nie rozwiązuje problemu kompleksowo. Żeby było to możliwe, trzeba przede wszystkim uznać, że nieodwracalne przemiany w strukturze społecznej i strukturze własności po II Wojnie Światowej (również wskutek zniszczeń wojennych) zrodziły nieodwracalne skutki prawne. Ustawodawcy musieliby zmierzyć się też z bolesnym dla nich faktem historycznym, że sytuacja mieszkaniowa w przedwojennej Polsce była tragiczna, a koncentracja lokali w rękach garstki zamożnej elity nie może być 80 lat później postawą sprawiedliwości społecznej, ani podstawą do rozwojowego potraktowania problemu mieszkaniowego, który ma w dziś naszym kraju charakter nadal palący.

Polska reprywatyzacja przebiegała praktycznie w próżni prawnej i było to jedno ze źródeł krzywd, które przy jej okazji się dokonały. Ostatnia nowelizacja nie naprawi porządku prawnego – stanowi tylko kolejną “łatę”. Prawdę mówiąc, wątpliwe, by po “przyklepanych” przez Sejm zmianach kompleksowa ustawa reprywatyzacyjna została jeszcze kiedyś przyjęta. Sprawa ta okazała się traumatyczna dla polskich elit i klasy rządzącej ze względu na konieczność poważnej rewizji “świętości” prawa własności – nie mówiąc już o wyrzeczeniach, jakie przez lata walki ponieśli sami poszkodowani. Jest to sukces, który dał poczucie elementarnego zwycięstwa organizacjom lokatorskim, w których działania na ostatniej prostej włączył się również portal Pospolita.

Jakub Żaczek z Komitetu Obrony Praw Lokatorów jest z nowelizacji zadowolony, chociaż wynik piątkowego głosowania komentuje lakonicznie i z ograniczonym entuzjazmem: – Uchwalona ustawa jest dużym krokiem naprzód i zakończy najbardziej skandaliczne praktyki dzikiej reprywatyzacji – mówi. Zaraz jednak dodaje, że nadal pozostawia ona furtkę do zwrotu nieruchomości w naturze, np. poprzez nakaz opróżnienia kamienicy pod pozorem zagrożenia złym stanem budynku.

Wykonano zatem pewien plan minimum, który przywrócił pokrzywdzonym lokatorom poczucie elementarnej sprawiedliwości. W końcu to oni i ich organizacje: KOPL i Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, w ciągu ostatnich kilkunastu lat wzięli na siebie cały ciężar przekonywania mediów, społeczeństwa i polityków do swoich racji popartych wielkimi wyrzeczeniami. Rzeczywiście, nadal daleko do rozwiązania w pełni satysfakcjonującego. Warto chociażby zwrócić uwagę na fakt, że osoby z poważnymi zarzutami kryminalnymi o udział w reprywatyzacyjnych przekrętach opuszczają areszt, a za konsekwentne tych przekrętów nagłaśnianie w dalszym ciągu grozi wyrok sądowy, o czym przekonał się Jan Śpiewak. Pozostała na tym polu jeszcze niejedna walka do stoczenia.

- Advertisement -

Najnowsze

Kruchy pakt górników z rządem. Początek sprawiedliwej transformacji? Raczej gra pozorów

Porozumienie, które podpisano 25 września, po strajku w kilku kopalniach, mogło stać się pierwszym krokiem na drodze do sprawiedliwej transformacji Śląska. Wiele wskazuje jednak, że tak nie będzie.

Czterdzieści lat “Solidarności”: jak elity zdradziły robotników

Minęła kolejna dekada od czasu Porozumień Sierpniowych w 1980 r. Niestety narracja dominująca zarówno w mediach jak i w przekazie polityków konsekwentnie pomija robotniczy, klasowy charakter tamtych historycznych wydarzeń.

Newsletter prosto do Twojej skrzynki

Raz w miesiącu wyślemy Ci nasze najlepsze teksty z komentarzem od redakcji.



Administratorem danych osobowych jest Instrat - Fundacja Inicjatyw Strategicznych, ul. Oleandrów 7 lok.16, 00-629 Warszawa. Dane, które nam przekazujesz, wykorzystywane będą do informowania Ciebie o publikacjach i innych działaniach portalu Pospolita oraz w celach statystycznych. Informacja przekazywana będzie pocztą elektroniczną w postaci newslettera. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, a jednocześnie konieczne do przekazania wymienionych treści. Masz prawo dostępu do przekazanych nam danych, prawo do ich usunięcia, aktualizacji, sprostowania, ograniczenia przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Więcej w polityce prywatności.

Polecane analizy