Czy patriotyzm gospodarczy jest w ogóle możliwy?

Mateusz Perowicz
Mateusz Perowicz
Koordynator aplikacji „Pola. Zabierz ją na zakupy”. Szef działu „Polacy inspirują” na portalu opinii Klubu Jagiellońskiego. Koordynator Akademii Nowoczesnego Patriotyzmu w województwie mazowieckim i łódzkim.

Na co zwracają uwagę Polacy podczas codziennych zakupów? Decyzje konsumenckie zależą nie tylko od jakości i ceny. Firmy, które idą na skróty korzystając z rajów podatkowych i regionów o niskich kosztach pracy, mogą dziś popaść w niełaskę klientów. Polacy chcą wiedzieć co dokładnie kryje się za produktem, po który sięgają.


Barw narodowych do znakowania produktów mogą używać zarówno rodzime przedsiębiorstwa, jak i zagraniczne koncerny. Raport „Patriotyzm konsumencki w kontekście polskiego rynku żywności i napojów” wykazywał, że w okresie 2012–2015 odsetek towarów mających na opakowaniu oznaczenia nawiązujące do polskiego pochodzenia zwiększył się z 8 proc. do 40 proc. Z badań przeprowadzonych w raporcie „Patriotyzm konsumencki Polaków” wynika, że dla 73 proc. Polaków polskie pochodzenie produktu to argument skłaniający do jego zakupu. Ten trend potwierdzają badania z lutego tego roku, przedstawione przez ARC Rynek i Opinia. Aż 70 proc. Polaków najchętniej wybiera krajowe produkty.

Moda na wspieranie lokalnych, rodzimych przedsiębiorstw jest wykorzystywana przez zagraniczne podmioty jako narzędzie marketingowe. Na opakowaniach możemy znaleźć mnogość różnych biało-czerwonych oznaczeń. Problem częściowo miał rozwiązać oficjalny logotyp opracowany przez Ministerstwo Rolnictwa. Specjalne oznaczenie mogą otrzymać produkty wyprodukowane z surowców wytworzonych na terenie Polski lub takie produkty nieprzetworzone, których produkcja, uprawa lub hodowla miała miejsce w Polsce. Definicja oznaczenia nie podejmuje kwestii podatkowych oraz struktury kapitałowej firmy, która może być wykupiona przez zagraniczny podmiot. Wciąż dopuszczalne jest niezobowiązujące używanie przymiotnika „polskie”, oraz barw narodowych podczas znakowania produktów, z czego chętnie korzystają zagraniczne koncerny. Rządowe oznaczenie skupia się jedynie na miejscu produkcji, które według badań jest jednym z głównych czynników zakupowych.

Polski produkt, czyli jaki?

Jednak na miejsce wizyty prezydent wybrał firmę, która produkcji w Polsce nie prowadzi. Andrzej Duda o polskiej gospodarce i problemach wynikających z epidemii opowiadał w zakładach Lechpol Electronics. „Na pytanie, dlaczego produkcja nie odbywa się w Polsce, przedstawiciel firmy odpowiada, że tu nie ma takiej technologii ani know-how, a postawienie takiej fabryki i linii produkcyjnych to ogromne koszty.” czytamy na Forsal.pl.

To specyfika całej branży elektronicznej. Wszyscy czołowi gracze produkują w Azji. Aby konkurować z nimi ceną, mniejsze podmioty muszą postąpić podobnie. Podzespoły, które funkcjonują w modelach czołowych marek dostają bardziej lokalną obudowę i często uchodzą za polskie. Wyjątkiem może być Mudita tworzona przez Michała Kicińskiego, jednego z założycieli CDP Red. Według deklaracji produkcja ich telefonu ma odbywać się w Polsce. Z deklaracjami bywa jednak różnie. Jessica Mercedes zapytana o to dlaczego jej produkty są tak drogie, odpowiedziała, że wynika to z miejsca produkcji, którym według jej zapewnień była Polska. Stworzona przez nią firma Veclaim informowała nawet, że wszystkie jej produkty wytwarzane są w Polsce. Dociekliwi klienci nie dali się jednak oszukać. Odkryli że logo marki Veclaim zakrywa metkę marki Fruit Of The Loom szyjącej w Maroko, której produkty są dostępne na Allegro za kilkanaście zł.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Firmę szybko dotknął kryzys wizerunkowy, a czeka ją zapewne kolejny, finansowy. W tym przypadku również interweniował UOKiK, który stawia sprawę jasno. Firma musi zwrócić klientom pieniądze. „Wartość tego produktu była budowana na wizerunku, że jest tworzony od początku do końca w Polsce, a skoro nie jest, to możemy mówić o wadzie istotnej i m.in. dlatego żądamy, by przede wszystkim przedsiębiorca zwrócił pieniądze tym, którzy tego oczekują” – mówił w programie “Money. To się liczy” prezes Urzędu Tomasz Chróstny.

To nie jedyna firma z branży odzieżowej, która przeżywała kryzys wizerunkowy po reakcji świadomych konsumentów. LPP, jeden z największych polskich producentów odzieży, popadł w niełaskę, gdy okazało się, że próbuje nieco “optymalizować”. Trzy lata temu firma dostała domiar podatkowy na kwotę 24 mln zł za wyprowadzenie znaków handlowych do rajów podatkowych. Gazeta Wyborcza przypomina, że w 2011 r. do spółki na Cyprze przeniosło znaki towarowe Reserved i Cropp, następnie trafiły one do firmy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Trzy lata później podobną drogę przebyły marki House, Mohito i Sinsay. Taka praktyka mogła skutkować wykazywaniem wyższych kosztów w Polsce, co przekładało się na naliczanie niższego podatku. Polakom nie przypadło to do gustu. Szybko zorganizowano bojkot tych marek, a jego kwintesencją był fanpage „Reserved: Nie kupuję u podatkowych oszustów”. Niezadowolenie było tak duże, że w 2015 r. wszystkie znaki towarowe LPP powróciły do Polski.

Firma przeżywała też kryzys w 2013 r. Doszło wówczas do jednej z największych w historii katastrof przemysłowych. Na przedmieściach Dhaki, stolicy Bangladeszu zawalił się budynek, w którym prowadzono produkcję dla różnych firm odzieżowych. Niestety w bardzo ciężkich warunkach. Żądza maksymalizacji zysku i minimalizacji kosztów pogrzebała pod gruzami co najmniej 1,1 tys. osób. W ruinach znaleziono metki marki Cropp należącej do LPP. Firma komunikowała, że w tej fabryce zlecono jedynie 0,6 proc. rocznych zamówień. To jednak nie pomogło. Sprawę najdosadniej skomentował Rafał Bauer: „Martwiące jest to, że praktycznie cały potencjał wytwórczy w tej branży ulokowany jest za granicą, a konkretnie w Azji. W efekcie miliardy złotych wydawane na zakupy odzieży i szeregu akcesoriów zasilają Turcję, Chiny a coraz częściej Bangladesz gdzie obecność polskich firm odzieżowych tak barwnie opisał Marek Rabij w ostatnim numerze Newsweeka. Polski kapitał korzysta z pracy pół niewolników kabotyńsko wyposażając się w oświadczenia producentów, iż zatrudniają wyłącznie pełnoletnich i dbają o właściwe warunki pracy.”

Jednak LPP to w ostatecznym rozrachunku przykład tego, że bojkot może działać. Firma potrafiła się zmienić i na nowo ustanowić priorytety. Wydała 16 mln zł na rzecz poprawy bezpieczeństwa w fabrykach w Azji. Akcje firmy zostały przeniesione do fundacji, by mogła pozostać firmą rodzinną. LPP znalazło się wśród największych prywatnych płatników podatków w Polsce. Łączna liczba należności wobec państwa za ubiegły rok przekroczyła miliard złotych. Dodatkowo w czasie pandemii zarząd firmy zrezygnował z pensji. Właściciel Reserved wziął też udział w akcji “Polskie szwalnie” zainicjowanej przez Ministerstwo Rozwoju w celu walki z epidemią. 200 zakładów wspólnie wyprodukowało 24 mln maseczek. Rządowy projekt unaocznił skalę problemu z łańcuchami dostaw. Poszukiwanie niskich kosztów pracy to problem całej Unii Europejskiej. Polska jest jednym z ostatnich krajów UE posiadającym szwalnie. Z danych Eurostatu wynika że w 2019 r. całkowita wartość importu ubrań z krajów nienależących do UE (głównie Azji) wyniosła 80 mld euro.

W innych branżach jest podobnie. Chiny odpowiadają za 17 proc. światowego eksportu, a niektóre sektory gospodarki nie mogą funkcjonować bez Państwa Środka. Aż 60-70 proc. substancji czynnych, niezbędnych do wytwarzania leków pochodzi z Azji. W niektórych sektorach, takich jak telekomunikacja, Chiny objęły już ponad 50 proc. udziałów w globalnym handlu. Każdy kryzys to lekcja, z której należy wyciągnąć wnioski. Zewsząd płyną głosy o konieczności przebudowania obecnych łańcuchów dostaw. Dywersyfikacja kierunków wymiany handlowej wydaje się koniecznością, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Na takich zmianach może skorzystać Polska. Polski Instytut Ekonomiczny podaje nawet dokładne dane w raporcie „Szlaki handlowe po pandemii COVID-19″. O 1,64 proc., miałoby zmniejszyć się PKB Chin. Natomiast wartość dodana wytworzona w Polsce na skutek regionalizacji łańcuchów dostaw mogłaby zwiększyć się nawet o 8,3 mld dol. rocznie.

Gdzie szukać informacji

Nawet jeśli chcemy wybierać świadomie i wspierać firmy reprezentujące określone wartości, to gdzie szukać niezbędnych informacji? Na fali popularności patriotyzmu gospodarczego powstało wiele oddolnych, społecznych inicjatyw promujących świadomą konsumpcję. Ciekawą inicjatywą jest portal Pora na Pola. To internetowy targ naturalnego jedzenia. Można zamówić tam produkty od lokalnych, sprawdzonych przedsiębiorców. O weryfikację producenta znacznie trudniej w markecie. Zmiany właścicielskie i restrukturyzacja firmy, to procesy których na opakowaniu nie widać. Z pomocą przychodzą liczne inicjatywy nawołujące do świadomej konsumpcji. Jedną z nich jest Polski Ślad. To znak towarowy przyznawany firmom, które są zarejestrowane w Polsce, przynależą w całości bądź w przeważającej części do polskiego kapitału (polski właściciel lub min. 51% udziałów w polskich rękach) i są niezależne od podmiotów zagranicznych. Do inicjatywy dołączyło już 97 firm. Podobną akcję pod nazwą Polskie kupujesz organizuje Progressivo. Warunki przystąpienia do projektu są podobne. Bazę rodzimych producentów tworzy również Stowarzyszenie Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK pod hasłem „swój do swego po swoje”.

Są też aplikacje ułatwiające weryfikację przedsiębiorstw. Polskie Marki podpowiedzą czy dana firma produkuje w Polsce i czy należy do rodzimego kapitału. Wystarczy zeskanować kod kreskowy produktu, by otrzymać niezbędne informacje. Ta aplikacja posiada też praktyczną wyszukiwarkę. W tworzonej przez Klub Jagielloński aplikacji Pola. Zabierz ją na zakupy sprawdzimy też miejsce rejestracji firmy, oraz to, czy nie jest ona częścią zagranicznego koncernu. Podobnie działają Zdrowe Zakupy, aplikacja która weryfikuje jakość produktu. Dowiemy się z niej, których substancji podanych w składzie produktu należy unikać. Mamy więc łatwy dostęp do informacji o jakości produktu oraz jego pochodzeniu, czyli miejscu produkcji, miejscu rejestracji firmy i strukturze kapitałowej przedsiębiorstwa. Niestety żadna z tych inicjatyw nie porusza kwestii podatkowych, a szkoda.

170 mld euro rocznie tracą kraje członkowskie UE z tytułu unikania opodatkowania. Raport na ten temat przedstawił Polski Instytut Ekonomiczny na 50. Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Podczas reorganizacji łańcuchów dostaw warto zwrócić uwagę również na ten aspekt. Może dostęp do bezpiecznych, pobliskich stref ekonomicznych powinien być dostępny dla firm kierujących się transparentnością podatkową? Żadna z wymienionych inicjatyw nie uwzględnia czynnika podatkowego, bo takie dane są trudno dostępne.

Jeżeli zatrzymanie tego procederu jest problematyczne, to może administracja publiczna powinna się skupić na dostarczeniu opinii publicznej niezbędnych informacji? Świadomi konsumenci mogą oddolnie sprawić, że korzystanie z rajów podatkowych nie będzie się opłacać, co potwierdza przykład LPP. Dobrym przykładem na naszym podwórku są dane dostarczone przez Ministerstwo Finansów na temat sieci hadlowych. 231 miliardów złotych przychodów, a tylko 8,4 mld zł zysku brutto i od tego należne “marne” 1,6 mld zł podatku dochodowego. To wyniki działalności sieci handlowych w Polsce. W zestawieniu podatników CIT Ministerstwa Finansów na 36 firm handlu detalicznego, dziesięć nie przynosi żadnego dochodu. Kilka z nich od wielu lat działa “charytatywnie”. – informuje Money.pl

Pandemia koronawirusa wzmocni zauważalne w ostatnim czasie trendy konsumenckie. Jeszcze większe znaczenie będą miały takie czynniki jak miejsce produkcji, struktura kapitałowa firmy, czy kwestie podatkowe. Rodzime przedsiębiorstwa mogą zyskać na znaczeniu kosztem międzynarodowych koncernów. Wyraźnie widzieliśmy, które firmy ruszyły na pomoc naszej Służbie Zdrowia w chwili największej próby. Właściciele niektórych przedsiębiorstw odczuwają poczucie wspólnoty i odpowiedzialności za nią. Większość chce tylko maksymalizować zyski i ograniczać koszty. Świadomi konsumenci nie będą się długo zastanawiać, którą z tych grup chcą wspierać podczas codziennych zakupów.

- Advertisement -

Najnowsze

Kruchy pakt górników z rządem. Początek sprawiedliwej transformacji? Raczej gra pozorów

Porozumienie, które podpisano 25 września, po strajku w kilku kopalniach, mogło stać się pierwszym krokiem na drodze do sprawiedliwej transformacji Śląska. Wiele wskazuje jednak, że tak nie będzie.

Czterdzieści lat “Solidarności”: jak elity zdradziły robotników

Minęła kolejna dekada od czasu Porozumień Sierpniowych w 1980 r. Niestety narracja dominująca zarówno w mediach jak i w przekazie polityków konsekwentnie pomija robotniczy, klasowy charakter tamtych historycznych wydarzeń.

Newsletter prosto do Twojej skrzynki

Raz w miesiącu wyślemy Ci nasze najlepsze teksty z komentarzem od redakcji.



Administratorem danych osobowych jest Instrat - Fundacja Inicjatyw Strategicznych, ul. Oleandrów 7 lok.16, 00-629 Warszawa. Dane, które nam przekazujesz, wykorzystywane będą do informowania Ciebie o publikacjach i innych działaniach portalu Pospolita oraz w celach statystycznych. Informacja przekazywana będzie pocztą elektroniczną w postaci newslettera. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, a jednocześnie konieczne do przekazania wymienionych treści. Masz prawo dostępu do przekazanych nam danych, prawo do ich usunięcia, aktualizacji, sprostowania, ograniczenia przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Więcej w polityce prywatności.

Polecane analizy