Manowce lewicowej tożsamości. Polemika ze Śpiewakiem [OPINIA]

Kamil Sawczak
Kamil Sawczak
Krakowski działacz społeczny i lokatorski. Pracownik działu IT w banku.

Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich pokazały, w jak opłakanym stanie znajduje się “projekt lewicowy” w Polsce. Warto zadać sobie pytanie, czy niekończące się spory o etykiety i tożsamość nie są dziś jedną z głównych przeszkód na drodze do wdrażania postępowych rozwiązań o rzeczywistym znaczeniu dla społeczeństwa.


Gdy w opublikowanym ponad miesiąc temu tekście Jan Śpiewak oskarżył lewicę, że nie odróżnia się od obozu liberalnego, można było to potraktować jako zabieg retoryczny. Po pierwszej turze wyborów prezydenckich widać, że teza ta była zbyt ostrożna. Problematyczne nie jest poparcie Roberta Biedronia na poziomie Magdaleny Ogórek, a raczej to, jak wyraźny okazał się przepływ wyborców od Lewicy do liberalnych kandydatów. Spośród osób, które w 2019 roku głosowały na SLD, aż 44 proc. preferowało polityka, który uosabia środowisko Platformy Obywatelskiej i przez całe życie głosował zgodnie z linią partii. Dzisiejszej lewicy kością w gardle nie stają lewicowcy, którzy weszli do parlamentu powołując się na dziedzictwo przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej. Również krakowska działaczka Daria Gosek-Popiołek, swego czasu związana ze środowiskiem Nowych Peryferii, na łamach Gazety Wyborczej zdążyła już rozważyć swoje poparcie dla kandydata Platformy Obywatelskiej, wskazując na łączące ich wartości.

Przypomnijmy, na czym więc polega problem współczesnej lewicy w Polsce według Jana Śpiewaka? To skorumpowani postkomuniści, bądź zaczadzeni mieszczańskim indywidualizmem “nowolewicowcy”. Co łączy obydwie grupy? Odwrócili się plecami do problemów ludzi pracy i pozostają ślepi na ten stan rzeczy. Warszawski aktywista wskazuje, że lewica zaniedbała pracę w obszarze instytucji – nie ma własnych mediów, think tanków, ani nie angażuje się w tworzenie związków zawodowych. Bez bazy społecznej i otoczenia instytucjonalnego, polscy lewicowcy funkcjonują na marginesie życia publicznego jako coraz mniej odróżnialna kopia liberalnego mainstreamu.

Śpiewak ma pomysł, co w związku z tym należy zrobić – Lewica musi przestać działać w społecznej próżni. Zacząć budować własne instytucje, kierując swój język i przekaz nie tylko do wielkomiejskiej klasy średniej, ale przede wszystkim do świata pracy. Nie oświecać “lud”, ale sprawić, żeby “lud” stał się częścią szerokiego lewicowego ruchu. Potrzeba nowego podejścia, które pozwoli trafić młodej lewicy pod strzechy.

Nie jesteśmy wyjątkowi

Fakt, że Śpiewak koncentruje się na kwestiach strategii sam w sobie można uznać za przejaw szerszego problemu. Kryzys przechodzi cała zachodnia socjaldemokracja. Jej polski odpowiednik nie jest odosobniony w swej kiepskiej kondycji. Partie, które wyrosły w XIX wieku jako wyraz mobilizacji klasy robotniczej, dziś są cieniem swojej przeszłości. Nie uchroniły ich przed tym losem stowarzyszenia, fundacje czy gazety funkcjonujące w oparciu o zgromadzony majątek i kapitał społeczny.

Słaba pozostaje nowa lewica, która swoje najlepsze momenty przeżyła zaraz po kryzysie finansowym. Gdzie jest teraz? Grecka Syriza skapitulowała przed Troiką, a później przegrała wybory z konserwatywno-liberalną Nową Demokracją. Podemos w Hiszpanii jako mniejszościowy koalicjant socjalistów traci społeczne poparcie stale od 2015 roku. Entuzjazm, który wywołał Jeremy Corbyn obejmując przywództwo w Partii Pracy skończył się wielkim rozczarowaniem. Pomimo torysowskiej polityki zaciskania pasa, labourzyści nie tylko przegrali ostatnie wybory, ale stracili swoje tradycyjne okręgi wyborcze w tzw. czerwonym murze. Kolejna zła wiadomość pochodzi zza oceanu. Socjalista Bernie Sanders poległ w prawyborach na urząd prezydenta, konkurując z Joe Bidenem, utożsamianym z mainstreamem Partii Demokratycznej. Podsumowując, bezsilne okazały się obydwa środowiska. Nowa lewica na równi z tradycyjną socjaldemokracją poległy w walce o rząd dusz.

„Wszystko, co stanowe i znieruchomiałe znika…”

Kołem zamachowym upadku partii socjaldemokratycznych stała się fala neoliberalnej globalizacji lat 80 XX wieku oraz legitymizujący ją nowy konsensus makroekonomiczny. Podważył on zasadność keynsowskiej polityki zarządzania zagregowanym popytem w oparciu o płace.

Z jednej strony uderzyło to w tradycyjną bazę społeczną lewicy – klasę robotniczą. Dezindustrializacja zachodnich gospodarek i przeniesienie produkcji do krajów globalnego południa umożliwiły właścicielom kapitału osłabienie, a następnie rozbicie zorganizowanego ruchu pracowniczego. Jednocześnie umiędzynarodowiona gospodarka stworzyła warunki rozwoju dobrze wykształconej i mobilnej siły roboczej. Sektory finansów, edukacji i przemysłu kulturowego skoncentrowane w metropoliach, umożliwiły klasie profesjonalno-menadżerskiej wyodrębnić się i upodmiotowić jako czynnik zmiany społecznej oraz zdominować elektorat lewicy. W raporcie „Lewica braminów kontra prawica kupców: rosnące nierówności i zmiany w strukturze konfliktu politycznego” Thomas Piketty wskazuje, że o ile w latach 50. i 60. głos na lewicę związany był z niższym poziomem wykształcenia i niskimi dochodami, tak w kolejnych dziesięcioleciach to kapitał edukacyjny stał się wyróżnikiem lewicowej tożsamości.

Klasa profesjonalno-menadżerska umożliwiła lewicy poszerzenie bazy społecznej i odcięcie się od krępującego ją gorsetu socjaldemokratycznej agendy, a zajęcie się dążeniem do lepszego jutra w zglobalizowanym świecie. Państwo narodowe było bezużyteczne i przestarzałe. Nowa zarządzana demokratycznie globalna wspólnota miała korygować negatywne skutki globalizacji.

Filozofia postmodernizmu była intelektualnym wyrazem tych zjawisk. Odrzucała ona oświeceniowy przekaz marksizującego socjalizmu. Emancypacja dokonuje się nie poprzez kontrolę środków produkcji, ale w wyniku swobodnej ekspresji represjonowanych tożsamości zorganizowanych w nowych ruchach społecznych. Im bardziej dyskryminowana była jednostka, tym więcej miała do powiedzenia. Stworzyło to fundamenty dla toczonych aż do dzisiaj wojen kulturowych i sporów tożsamościowych. Tak jak neoliberalna globalizacja znosi wszelkie granice ekspansji kapitału, tak intelektualiści nowej lewicy demaskują normy społeczne jako instrumenty opresji, które należy odrzucić.

W rezultacie polaryzacja na gruncie kultury i ekonomii zazębia się. Beneficjenci globalizacji swobodnie konsumują ofertę wielokulturowego kapitalizmu w wielkich metropoliach. Zaś pracownicy pozbawieni stabilnego i godnie wynagradzanego zatrudnienia, konkurują z napływową siłą roboczą. Jeśli nie akceptują nowej rzeczywistości gospodarczej, elity przedstawiają ich jako niedostosowanych, a nawet przepełnionych ksenofobią i rasizmem.

Ta narracja wzmacnia odwrót klasy robotniczej od partii lewicowych. Przez ten pryzmat należy postrzegać manifestacje politycznego niezadowolenia mieszkańców amerykańskiego Pasa Rdzy popierających Donalda Trumpa, wyborców Czerwonego Muru głosujących za Borisem Johnsonem, czy zrewoltowanych żółtych kamizelek.

Lewicowa bańka

W Polsce nie jesteśmy w lepszej sytuacji. Z raportu CBOS (Komunikat z badań nr 139/2015) na temat różnic pomiędzy orientacją polityczną, a opiniami na poszczególne obszary życia społecznego wyłania się smutny obraz lewicowca. W porównaniu do prawicy, osoby o poglądach lewicowych w mniejszym stopniu popierają ideę państwa opiekuńczego i progresywnych podatków. Mocniej za to akcentują potrzebę prywatyzacji gospodarki i integracji unijnej.

Z kolei nowolewicowa Partia Razem cieszy się szczególnym poparciem w środowisku uniwersyteckim. Według raportu “Poglądy polityczne, społeczne, obyczajowe, środowiskowe i gospodarcze wśród polskich naukowców w 2018 roku” jest ona najpopularniejszą formacją pośród pracowników naukowych, pozostawiającą pozostałe opcje polityczne w tyle. 3-procentowe poparcie ogólnospołeczne kontrastuje tu z 28 procentami poparcia w świecie akademickim. Jednocześnie dwie trzecie ankietowanych w wyborach prezydenckich oddałyby głos na liberała Donalda Tuska, gdyby konkurował z Andrzejem Dudą. Z tej perspektywy mało zaskakuje klasowa struktura elektoratu Lewicy, opublikowana w powyborczym exit poll. Znikome poparcie robotników (6,9 proc. przy 57 proc. dla PiS) i nadreprezentacja wyborców wśród studentów, specjalistów i dyrektorów. Im wyższe wykształcenie, tym większa szansa by zostać lewicowym wyborcą.

Kiedy Jan Śpiewak stwierdza, że lewicę ciężko odróżnić od liberałów, to nie jest to wynik błędnej strategii komunikacyjnej Roberta Biedronia czy Adriana Zandberga. Podobieństwo obydwu formacji jest pochodną ich położenia klasowego. Sposób działania współczesnej lewicy, jej alienacja względem klas ludowych, jest warunkowana przez bazę społeczną wykształconych i mobilnych pracowników w dużych polskich miastach. Problemem nie jest indywidualne pochodzenie społeczne, ale zdanie sobie sprawy, że tworzona kultura organizacyjna wyklucza osoby spoza tego środowiska.

Poparcie neosocjalistów dla klasy pracowniczej ogranicza się do uznania jej żądań ekonomicznych. Jednocześnie pomijają oni wymiar symboliczno-kulturowy jako zbędny lub jako wyraz fałszywej świadomości wyrosłej na doznanych krzywdach. Rozwiązaniem nie jest deklaratywne poparcie dla walk pracowniczych. Nie można być wiarygodnym obrońcą ich interesów klasowych, odrzucając właściwe im kody kulturowe. Lewica musi podważyć układ sił warunkujący słabszą pozycję pracowników, ale również dokonać rewaloryzacji praktyk kulturowych w kontrze do politycznej poprawności lewicowo-tożsamościowego neoliberalizmu.

Wspomniana przez Śpiewaka społeczna próżnia, w której działa nowa lewica, zdaje się być dostosowana do potrzeb neosocjalistów. Charakterystyczne dla nich formy komunikacji – gorące dyskusje w mediach społecznościowych, debaty w klubokawiarniach, gościnne występy w liberalnych mediach – wpisują się w praktyki autoekspresji. Tak skonstruowana przestrzeń społeczna jest funkcjonalna względem kulturowego kapitalizmu, z którego nowa lewica wyrasta. Nie chodzi o wspólnotę, bo tak według postmodernistów wyklucza. W centrum jest jednostka. Im większa liczba opresjonowanych tożsamości (płeć, rasa, pochodzenie etniczne, niepełnosprawność, etc.), tym większe prawo głosu.

Toteż kiedy mówimy o wypełnieniu społecznej próżni, trzeba się zastanowić czy neosocjaliści nie szukają widowni dla swych performance’ów, a nie uczestników. Pytanie, które powinni zadać sobie aktywiści, brzmi: dla kogo lewicowy projekt i co z tego wynika?

Pożądana przestrzeń społeczna powinna być obszarem budowy solidarności klasy pracowniczej – kolektywnym odzyskaniem kontroli w swoim zakładzie pracy i miejscu zamieszkania. Przykładem tego jest działalność ruchów lokatorskich walczących z firmami deweloperskimi i mafiami reprywatyzacyjnymi. Sam Jan Śpiewak jest istotną postacią tego ruchu. W ten model wpisywała się się również kampania Polski Bez Wyzysku realizowana przez organizację Polska Społeczna, a bazująca na uczestnictwie i nagłaśnianiu walk pracowniczych. Przedsięwzięcia te łączy nie tylko wsparcie dla ludzi pracy w ich konflikcie z klasą uprzywilejowanych. Kluczowe jest zaufanie, budowane na bazie zaangażowania i odniesionych sukcesach. Samo mówienie o nierównościach ekonomicznych i neoliberalizmie, do którego przyzwyczaiła nas polska lewica, jest niewystarczające. Nowa przestrzeń społeczna powinna być obszarem mobilizacji i samoorganizacji, a nie autopromocji.

It’s not a bug, it’s a feature

Logika ekonomii politycznej, na której swoje osiągnięcia i popularność oparli przedwojenni socjaliści, została wyparta przez wojny kulturowe, napędzane lewicowo-tożsamościowym neoliberalizmem. Ruch niepodległościowego socjalizmu pozostawił po sobie piękną spuściznę społecznego zaangażowania. Jednak projekt lewicy został zgentryfikowany. Stare symbole będące wyrazem mobilizacji klasy robotniczej, dziś służą jako kamuflaż dla sprzeczności między przegranymi, a zwycięzcami globalizacji.

Po lekturze “Rodowodów Niepokornych” Bohdana Cywińskiego czy “Etosie Lewicy” Andrzeja Mencwela nie jest łatwo wyzbyć się sentymentu do tradycji lewicy. Jednak formacja społeczno-intelektualna, którą opisali już dawno przestała istnieć. Zamysł, że współcześni kontynuatorzy dokonają korekty swojego modelu działania pomija, parafrazując słowa Upton Sinclaira, jak ciężko namówić człowieka do zrozumienia czegoś, kiedy jego pozycja zależy od nierozumienia tego.

Kiedy symbole zamiast upraszczać komunikację utrudniają ją i przyciągają osoby, do których nie adresowano przekazu, należy zadać pytanie, czy spełniają one swoją rolę. Dziś tożsamość lewicowa w Polsce stoi w poprzek celom opisywanym przez Jana Śpiewaka. Nie dysponuje żadną przewagą, ponieważ sama jest petentem liberalnych ośrodków opinii i beneficjentem neoliberalnej globalizacji. Obciąża, gdyż angażuje w niekończące się konflikty kulturowe. Jeśli więc to nie lewica zeszła na manowce, lecz sama jest bezdrożem na które dotarli Ci, którzy chcą demokratycznego państwa dobrobytu, to im szybciej zawrócą tym lepiej. Sprawiedliwość społeczna i godność ludzi pracy nie potrzebują etykiet, ale działań, które możemy podjąć poza nawet poza ramami współczesnej lewicy.

- Advertisement -

Najnowsze

Czterdzieści lat “Solidarności”: jak elity zdradziły robotników

Minęła kolejna dekada od czasu Porozumień Sierpniowych w 1980 r. Niestety narracja dominująca zarówno w mediach jak i w przekazie polityków konsekwentnie pomija robotniczy, klasowy charakter tamtych historycznych wydarzeń.

Dość dyktatu jednookich ekonomistów! Rozwój wymaga zerwania z dogmatyzmem

Debata o długu publicznym, bardziej niż na sam przedmiot sporu rzuca światło na kształt dyskusji ekonomicznych w Polsce. Dyskusji jednostronnych, bo prowadzonych prawie wyłącznie z neoklasycznego, często konserwatywnego punktu widzenia.

Newsletter prosto do Twojej skrzynki

Raz w miesiącu wyślemy Ci nasze najlepsze teksty z komentarzem od redakcji.



Administratorem danych osobowych jest Instrat - Fundacja Inicjatyw Strategicznych, ul. Oleandrów 7 lok.16, 00-629 Warszawa. Dane, które nam przekazujesz, wykorzystywane będą do informowania Ciebie o publikacjach i innych działaniach portalu Pospolita oraz w celach statystycznych. Informacja przekazywana będzie pocztą elektroniczną w postaci newslettera. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, a jednocześnie konieczne do przekazania wymienionych treści. Masz prawo dostępu do przekazanych nam danych, prawo do ich usunięcia, aktualizacji, sprostowania, ograniczenia przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Więcej w polityce prywatności.

Polecane analizy