Musimy zbudować ekosystem zaufania dla danych cyfrowych

Jan J. Zygmuntowski
Jan J. Zygmuntowski
Ekonomista związany z obszarami innowacji, cyfrowej gospodarki i zrównoważonego rozwoju. Prezes zarządu Fundacji Instrat. Doświadczenie zdobywał m.in. w Polskim Funduszu Rozwoju. Autor publikacji na tematy gospodarcze i społeczne. Doradza i wspiera w rozwoju kilku projektów technologicznych z pozytywnym wpływem społecznym. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i stypendysta G20 Global Solutions.

Inwigilacja danych w sieci zagraża prywatności, ale też uderza w gospodarkę i innowacyjny potencjał społeczeństwa. Uznanie, że to użytkownicy mają własność danych i wspólnie nimi zarządzają, to solidnie opracowana propozycja.

Drapieżne praktyki biznesowe platform cyfrowych – nie tylko gigantów, jak Google czy Facebook, ale i dynamicznie rosnących start-upów – uznaje się za oczywisty problem społeczeństwa informacyjnego. Kolejne regulacje są koniecznością, a spór w przestrzeni publicznej dotyczy raczej tego, jakich wartości bronić i w jaki sposób. U podstaw problemu leży fundamentalny błąd w architekturze przestrzeni cyfrowej, uzasadniany neoliberalną, korporacyjną ideologią.

W imię „darmowych” produktów i usług zgodziliśmy się na gromadzenie i analizowanie danych nie przez właścicieli (użytkowników-obywateli) czy wskazane przez nich instytucje, ale przez firmy technologiczne. Dobre intencje maskują chęć masowej ekstrakcji wartości ekonomicznej tworzonej przez nas każdego dnia. Taką opinię podtrzymują krytyczni ekonomiści. Wyraził ją wprost m.in. włoski sąd administracyjny 10 stycznia w sprawie przeciwko Facebookowi.

Akumulacja wartości (i kapitału) przez cyfrowe platformy zagraża całemu systemowi. Gromadzenie informacji pozwala stale doskonalić platformy i usprawniać ich procesy tworzenia, gromadzenia i analizy kolejnych danych, co pogłębia przepaść między liderami a konkurencją. Jak dowodzi m.in. Philippe Aghion z London School of Economics (LSE), początkowa eksplozja produktywności ustępuje spowolnieniu postępu i nierównościom. Nowych zysków szuka się nie w prawdziwych innowacjach, ale w nadzorze nad ludźmi.

Alternatywne zarządzanie danymi

Eksperci coraz częściej podnoszą, że rozwiązaniem musi być zmiana modelu zarządzania danymi. Ich powiązanie z właścicielem, obecne już w RODO (m.in. prawo do przenoszenia, sprzeciwu, ograniczania przetwarzania), jest w alternatywnych propozycjach znacząco rozszerzone. Najłagodniejsze pomysły sugerują większą transparentność, klarowne informowanie przed uzyskiwaniem zgody na przetwarzanie danych czy finansowe wsparcie dla projektów takich jak „kokpity” czy „pody” sterowania danymi (to propozycja twórcy internetu Tima Berners-Lee).

Umacnia się głos, że dane powinny być zarządzane głównie – lub wyłącznie – przez zupełnie nowe instytucje, mające za zadanie pilnować ich poprawnego użycia i łączyć strony oferujące lub przetwarzające dane. Inne zasady stosowaliby menedżerowie danych przemysłowych, wykorzystywanych przez firmy z sektora motoryzacyjnego do oceny sprawności silników, a inne opiekunowie wrażliwych danych medycznych opisujących historie przebiegu nowotworów.

Część z nich miałaby charakter stricte publiczny, część – partnerstw publiczno-prywatnych, osobnych firm lub spółdzielni. Brytyjski ośrodek innowacyjności Nesta nazywa to „ekosystemem zaufania”, przestrzenią pluralistycznego, ale wspólnotowego dysponowania danymi.

Dane są wspólne

Na rzecz takiego wymiaru zarządzania danymi wskazuje kilka różnych argumentów. W jednym z najnowszych artykułów Daron Acemoglu, światowej sławy ekonomista z Massachusetts Institute of Technology (MIT), pokazuje wady hipotetycznego rynku danych, na którym każdy indywidualnie sprzedaje swoje informacje. Analiza big data umożliwia predykcję także nieznanej wiedzy, więc nisko ceniący prywatność użytkownicy prowadzą do spadku cen wszystkich danych, a w rezultacie prywatność i mechanizmy ochrony innych tracą moc.

I z takim modelem mamy do czynienia dziś. Zmiana na indywidualne dysponowanie danymi czy rozumienie własności w wąski sposób (jako prywatna, nieograniczona własność) – są pozorne. Rynki danych oparte na blockchain będą nieefektywne, a siła negocjacyjna właścicieli-użytkowników – znikoma. Acemoglu wskazuje, że w modelu z udziałem aktora pośredniczącego – mediatora stron – zarządzanie danymi odbywa się z większą korzyścią społeczną.

Z punktu widzenia kraju mało innowacyjnego, półperyferyjnego, jeśli chodzi o udział w globalnym łańcuchu wartości, wspólne dane mają wielki potencjał. Wbrew temu, co głosił projekt polskiej „Polityki AI”, wcale nie dysponujemy wielkimi zasobami wysokiej jakości danych. A bez nich nie możemy liczyć na krajową produkcję wysokomarżowej wartości dodanej albo podnoszenie jakości życia dzięki nowoczesnym usługom.

Technologie spółdzielcze dla danych

Wśród testowanych przez odradzający się ruch spółdzielczy rozwiązań jest także wspólne posiadanie i zarządzanie danymi. Platformowy kooperatyzm w pierwszej kolejności postulował kopiowanie technologicznego serca nowoczesnych platform i aplikacji (jak Uber czy Amazon), by przekuć je na zdemokratyzowane innowacje.

Ale model spółdzielczy idealnie pasuje też do wspólnie zarządzanego i równo redystrybuującego zyski zasobu danych osobowych. Takie rozwiązanie testuje szwajcarska kooperatywa danych MIDATA, umożliwiająca pacjentom wgrywanie danych medycznych, i zarządza w ich imieniu bezpiecznym, odpłatnym udostępnianiem do celów naukowych. Kooperatywa jest demokratycznie kontrolowana, więc nie ma ryzyka nadużycia ze strony zarządu kierującego techniczną i operacyjną stroną inicjatywy.

Jak oszacowaliśmy w raporcie „#CoopTech: Platformowy kooperatyzm jako silnik solidarnego rozwoju”, potencjał inwestycyjny technologii spółdzielczych w Polsce sięga blisko 50 mln zł (i ok. 1,3 mld euro w Europie). Dobrze dobrany reżim regulacyjny, przyznający użytkownikom-obywatelom kolejne prawa do ich danych, usprawni proces powstawania takich spółdzielni. W obszarach danych konsumenckich czy społecznościowych kooperatywy danych powinny być traktowane priorytetowo wobec prywatnych silosów cyfrowych gigantów.

Trusty danych

Alternatywnym modelem, szczególnie w przypadku danych publicznych lub zbieranych przez firmy, są trusty danych. Oryginalna koncepcja zakładała skorzystanie z prawnej formy trustu (zarządu powierniczego), unikalnej dla anglosaskiego porządku prawnego (precedensowego). W uogólnionej formie trust danych to wielostronna umowa powierzenia danych o powtarzalnym charakterze, nakładająca określone obowiązki na powiernika. Standardowe procedury przetwarzania danych (np. opisu, przesyłania, dostępu przez API, opłat) i odpowiedzialność prawna mają służyć budowie stabilnej i sprawnej instytucji nowego typu.

Pilotaże prowadzone przez Innovate UK w ramach brytyjskiej strategii przemysłowej badały funkcjonowanie trustów danych w trzech obszarach: danych miejskich, ochrony przyrodniczej oraz sprzedaży i marnowania żywności. Wyniki i zainteresowanie kolejnych podmiotów wskazują, że taki model ma przyszłość. I chociaż jednym ze spostrzeżeń jest fakt, że forma trustu nie może sprostać wymaganiom, to nazwa (kojarząca się z ang. trust – zaufaniem) jest dziś nadawana wielu podobnym eksperymentom.

Publiczne gospodarowanie danymi

Nie da się jednak zignorować głosów sceptycznych. Nawet oddolne kooperatywy i fundowane dobrowolnie trusty mogą być zbyt słabą przeciwwagą dla kapitalizmu kognitywnego. Dla logiki nadzoru i ekstrakcji przeciwwagą jest poszerzanie sfery publicznej, złożonej z powszechnych instytucji i dóbr wspólnych. Ekspansji kapitału towarzyszy bowiem chroniczne niedofinansowanie i marna jakość usług publicznych – administracji, zdrowia, edukacji czy transportu publicznego.

Uspołecznić dane

Jednocześnie na arenie krajowej i w ogóle europejskiej muszą pojawiać się progresywne regulacje nakazujące przekazanie kontroli nad danymi odpowiednim instytucjom. Uspołecznienie danych przez przekazanie opieki nad nimi bankom danych, trustom czy spółdzielniom powiążmy z głosem właściciela-obywatela w sprawie ich wykorzystania. Nowy ekosystem zaufania ma stanowić o naszej sile negocjacyjnej w gospodarce cyfrowej – ale nie bez powodu wymaga zaufania. Nadzór społeczny i demokratyczne zarządzanie własnym „śladem cyfrowym” to druga strona tego medalu.


Tekst ukazał się pierwotnie na stronie polityka.pl

- Advertisement -

Najnowsze

Kruchy pakt górników z rządem. Początek sprawiedliwej transformacji? Raczej gra pozorów

Porozumienie, które podpisano 25 września, po strajku w kilku kopalniach, mogło stać się pierwszym krokiem na drodze do sprawiedliwej transformacji Śląska. Wiele wskazuje jednak, że tak nie będzie.

Czterdzieści lat “Solidarności”: jak elity zdradziły robotników

Minęła kolejna dekada od czasu Porozumień Sierpniowych w 1980 r. Niestety narracja dominująca zarówno w mediach jak i w przekazie polityków konsekwentnie pomija robotniczy, klasowy charakter tamtych historycznych wydarzeń.

Newsletter prosto do Twojej skrzynki

Raz w miesiącu wyślemy Ci nasze najlepsze teksty z komentarzem od redakcji.



Administratorem danych osobowych jest Instrat - Fundacja Inicjatyw Strategicznych, ul. Oleandrów 7 lok.16, 00-629 Warszawa. Dane, które nam przekazujesz, wykorzystywane będą do informowania Ciebie o publikacjach i innych działaniach portalu Pospolita oraz w celach statystycznych. Informacja przekazywana będzie pocztą elektroniczną w postaci newslettera. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, a jednocześnie konieczne do przekazania wymienionych treści. Masz prawo dostępu do przekazanych nam danych, prawo do ich usunięcia, aktualizacji, sprostowania, ograniczenia przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Więcej w polityce prywatności.

Polecane analizy