Szczyt straconych szans. UE kapituluje w obliczu historycznych wyzwań

Paweł Jaworski
Paweł Jaworski
redaktor naczelny Pospolitej, wcześniej niezależny publicysta i działacz społeczny. Następnie członek redakcji dziennikarskiego Portalu Strajk. Współpracownik Fundacji Instrat. Pisze o globalnych procesach gospodarczych, wyzwaniach sprawiedliwej transformacji energetycznej i napięciach społecznych późnego kapitalizmu. Absolwent Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Ogłaszanie dzisiaj sukcesu z powodu tego, że w ogóle udało się przyjąć budżet Unii Europejskiej na lata 2021-2027 wraz z Funduszem Odbudowy, oznacza rezygnację z wszelkich ambicji na obszarach kluczowych dla naszej wspólnej przyszłości. Plan wydatków okrojono z najważniejszych elementów: środków na klimat i służbę zdrowia. Miał być wielki przełom, a wyszło jak zwykle.


Zaszła dokładnie ta sytuacja, którą przewidziałem w tekście dotyczącym europejskiego Funduszu Odbudowy. Odłożenie przyjęcia wieloletniego budżetu UE na ostatnią chwilę i przedłużające się negocjacje wraz z narastającą presją mediów doprowadziły do tego, że porozumienie osiągnięte przez Radę Europejską należy uznać za rozczarowujące, lecz i tak zostało okrzyknięte historycznym sukcesem. Europę czekają tymczasem epokowe wyzwania, które musi podjąć w warunkach epokowego kryzysu. Przyjmowanie więc zasady “lepszy wróbel w garści” albo “lepiej późno niż wcale” nie przystaje tym razem do powagi sytuacji.

Co przywiózł Morawiecki

Kto może się uważać za wygranego? Charakter Unii narzuca myślenie w kategoriach poszczególnych państw członkowskich. Jednocześnie brak jest na razie oficjalnych liczb określających, kto ile uzyskał – dysponujemy wyłącznie deklaracjami samych samych delegacji rządowych powracających ze szczytu. Na tej podstawie należy uznać, że formalnie największym beneficjantem unijnych planów wydatkowych są Włochy, które otrzymają w sumie ponad 200 mld euro, ale tylko 82 mld w dotacjach – reszta to niskooprocentowane pożyczki. Polska natomiast, jeżeli wierzyć słowom premiera Mateusza Morawieckiego, dostanie w sumie 160 mld euro, a jednocześnie największą pulę dotacji: aż 124 mld.

Niezależnie więc od tego, jakich zaklęć by używała polska opozycja do wmawiania premierowi porażki, w kwestii samej kwoty wsparcia Morawiecki należy do zdecydowanych triumfatorów szczytu. Nie zmienia to faktu, że po jego administracji nie można się spodziewać szczególnego zapału modernizacyjnego przy wykorzystaniu otrzymanych środków. Stanie się to zapewne widoczne na etapie akceptacji przez RE planów krajowych, kiedy polska strona będzie stawiać zaciekły opór wszelkim umiarkowanie ambitnym wymogom dekarbonizacyjnym. 

Wbrew temu, co napisała minister Jadwiga Emilewicz na Twitterze, Polskę również będzie obowiązywać konieczność spełnienia celu neutralności klimatycznej w 2050 r. Bez naszego w tym udziału zapisany w postanowieniach szczytu cel klimatyczny na poziomie unijnym po prostu nie zostanie osiągnięty. Nie unikniemy więc rosnącej presji na odchodzenie od węgla, natomiast nikt z kręgów rządzącej prawicy nawet się nie sposobi do sporządzenia wieloletniego planu rezygnacji z tego najbardziej emisyjnego źródła energii. Dziś już dobrze wiadomo, że na węglu nie da się budować efektywnej gospodarki służącej wszystkim, więc odraczanie w nieskończoność tego co nieuniknione w imię doraźnych interesów politycznych i straszenia “obcymi wpływami” jest ze strony pisowskiej władzy całkowitą nieodpowiedzialnością. Przy czym jest to oczywiście metoda, którą już doskonale opanowali – niestety.

“Skąpa czwórka” rządzi

Innego rodzaju triumfatorami budżetowych negocjacji jest słynna już “skąpa czwórka”, zwłaszcza zaś Holandia jako lider frakcji, w skład której wchodzą również Austria, Szwecja i Dania. Po pierwsze, udało im się skutecznie zmniejszyć stosunek grantów do pożyczek w ramach FO, który wynosi teraz nie 500 mld do 250 mld, a 390 mld do 360 mld. Szef holenderskiego rządu Mark Rutte nawet nie ukrywał, że robił to, by we własnym kraju móc pochwalić się jak najbardziej rygorystycznym potraktowaniem krajów Południa, w tym Włoch i Holandii, a to one z powodu obecnego kryzysu znalazły się w największych opałach. Owszem, “skąpcy” zgodzili się ostatecznie na to, by krajowe plany wykorzystania funduszy były zatwierdzane przez Radę większością kwalifikowaną, a nie jednomyślnie. Jednocześnie jednak uzyskali upusty na ich własny wkład do unijnego budżetu – będą wpłacać mniej niż dotychczas. Do tej pory skarżyli się, że są unijnymi płatnikami netto. Dzisiaj w ujęciu netto są zdecydowanymi wygranymi porozumienia budżetowego.

Siła, jaką wykazali się podczas tych negocjacji, powoduje, że mylili się ci, którzy w planie Funduszu Odbudowy i w pomyśle euroobligacji upatrywali szansy na koniec neoliberalizmu w Unii Europejskiej. Logika austerity będzie nadal obecna pod postacią polityki prowadzonej przez “czwórkę” i z pewnością ujawni się jeszcze w tym roku przy okazji prac nad planami poszczególnych krajów.

Publicysta Politico zwrócił uwagę na ciekawy szczegół. “Skąpcy” zdołali zawrzeć w tekście porozumienia klauzulę, która teoretycznie pozwala im uznaniowo i w nieskończoność odraczać akceptację tych planów krajowych, które im się nie spodobają, kierując je do ponownego “wyczerpującego” rozważenia przez Radę. Na chwilę obecną trudno rozstrzygająco orzec, czy porozumienie osiągnięte z poniedziałku na wtorek jest wstępem do pogłębienia integracji Unii pod hasłami solidarnościowymi, którymi zaczęły ostatnio na forum UE obracać Niemcy. Wprowadzenie euroobligacji będzie temu sprzyjać. A może tylko odsunie w czasie wybuch silniejszego konfliktu zakorzenionego w podziałach ekonomicznych, niwecząc wysiłki integracyjne?

Niedotrzymane obietnice. Europa znowu oszukana

Największą klęską szczytu jest jednak drastyczne obcięcie lub wręcz eliminacja tych programów wydatkowych, które od początku miały nadawać Funduszowi Odbudowy historyczny charakter i wyróżniać tę inicjatywę na tle wcześniejszych pakietów fiskalnych. Z FO całkowicie wypadły środki na wsparcie służby zdrowia, które pierwotnie miały wynosić prawie 8 mld euro. W przyjętym planie zostało tylko 1,7 mld ze “standardowego” siedmioletniego budżetu. Należy ocenić to wręcz jako skandal, ponieważ pomysł FO od początku popularyzowany był pod hasłem mówiącym, że wyjście z obecnego kryzysu – który został spowodowany koronawirusem – musi dokonać się na drodze walki ze źródłami problemu. Ileż było deklaracji, że “po tym kryzysie wszystko musi się zmienić”! Powtarzano, że COVID-19 obnażył rażące deficyty publicznych służb zdrowia i podreperowanie ich jest jednym z kluczowych zadań, z jakich UE musi się wywiązać, by zapewnić swoim obywatelom trwały rozwój. Mówiono, że usługi publiczne mają być tego rozwoju gwarantem. Obecnie przewodnicząca KE Ursula von der Leyen wyraża jedynie “głęboki żal” z powodu “bolesnych cięć”, których “musiano dokonać”. 

Nie inaczej jest w przypadku wydatków na klimat i zrównoważoną energetykę. W ramach FO na Fundusz Sprawiedliwej Transformacji pójdzie 10 mld euro zamiast wcześniej planowanych 30 mld. Tymczasem Polska jest doskonałym przykładem tego, że dyskusja o dekarbonizacji nie może się toczyć na serio bez zabezpieczenia minimum sprawiedliwości społecznej, bo zostanie odrzucona z prozaicznego powodu: ludzie nie będą przejmować się perspektywą 2050 r. i 2100 r., jeżeli będą się bali, że stracą środki utrzymania i że nie dotrwają do końca miesiąca.

Zapowiedź przeznaczenia 40 proc. budżetu na inwestycje związane z klimatem skończyła się “przyklepaniem” 30 proc. Też dobrze, można powiedzieć. Tyle tylko, że kryteria oceny przyjazności dla klimatu będą dosyć luźne i nie należy się spodziewać rzeczywistego przełomu na drodze ku bezemisyjnej gospodarce. Izabela Zygmunt z Polskiej Zielonej Sieci podkreśla, że istnieje już “zielona taksonomia”, czyli zestaw reguł określających, jakie inwestycje są naprawdę przyjazne klimatowi, ale w porozumieniu budżetowym nie ma o niej mowy. Po co więc ona powstała? Chyba nie po to, by unijni politycy nadal mogli spokojnie prowadzić grę pozorów.

Greenpeace nie kryje oburzenia z powodu tego, że UE dopuszcza wydanie 70 proc. budżetu na “brudne” inwestycje, oparte na paliwach kopalnych. Światowa organizacja pisze wprost, że EU zaprzepaszcza szansę, na “zieloną odbudowę”, do której sama się szumnie zobowiązała. Europejski Trybunał Obrachunkowy już wcześniej miał poważne zastrzeżenia do słabych kryteriów przyznawania środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, nie gwaratntujacych rzeczywistych zmian, a po ogłoszeniu wyników szczytu tylko je powtórzył. Audytorzy mają poza tym wątpliwości, czy umożliwienie tego, by część dopłat rolnych kwalifikować jako “zielone inwestycje”, nie będzie prowadziło do zbyt wielu nadużyć. Niestety zbyt to pachnie bezczelnym greenwashingiem. I znowu: kiedy w styczniu przyjmowano Europejski Zielony Ład, nie posiadano się z dumy, bo rzekomo nastąpiło otwarcie nowego rozdziału w historii Europy. Von der Leyen zapewniała, że “zielone inwestycje” będą motorem unijnego wzrostu. Wiosną, po krachu z powodu pandemii, zapewniano, że to transformacja energetyczna wyprowadzi UE z obecnego kryzysu.

Dzisiaj śmiało można uznać, że było to mydlenie oczu typowe dla brukselskich technokratów. Zaskoczenia nie ma, a historia powtarza się raz jeszcze: polityczne elity znowu każą się cieszyć Europejczykom, że mają dla nich cokolwiek zamiast niczego. Żenująca kapitulacja wobec własnej niemocy, czy zwykłe oszustwo? Jak w świetle tego mieszkańcy kontynentu mają wierzyć, że KE zerwie z polityką potęgującą ich ubożenie, wzrost nierówności i erozję sfery publicznej? Doskonale widać, że napuszonym hasłom na ustach rządzących po prostu z założenia lepiej nie wierzyć.

Pewnym pocieszeniem może być fakt, że głosy niezgody na cięcia kluczowych programów w budżecie pojawiły się w Parlamencie Europejskim. PE już wcześniej stanowczo naciskał na KE w kwestii oparcia FO przede wszystkim na dotacjach i zdecydowanie zachęcał do uwspólnienia unijnego długu. Plan nowego budżetu musi przejść przez parlament. Jego przewodniczący David Sassoli ostrzegał, że eurodeputowani mogą nie wyrazić zgody na budżet okrojony na obszarze kluczowych wydatków. Sprawy nie można jednak uznać za przesądzoną: jednomyślności w tej sprawie w PE nie ma, a parlamentarzyści również znajdą się pod silną presją czasową i bezlitosnym naciskiem mediów – budżet na lata 2021-2027 trzeba jednak przyjąć.

Unia nie wyręczy Polaków w walce o praworządność

Kończąc, trudno nie nawiązać do zamieszania w kwestii “pieniądze za praworządność”, zwłaszcza że tuż po ogłoszeniu ogólnych warunków porozumienia budżetowego momentalnie rozpoczął się wyścig na propagandę między polskim rządem a opozycyjnymi mediami. Mateusz Morawiecki i jego ludzie odtrąbili pełne zwycięstwo, twierdząc, że żadnego powiązania pieniędzy od UE z rządami prawa nie będzie. Mijają się z prawdą, bo zapis o “rule of law” jako warunku dostępu do funduszy występuje w tekście porozumienia. Sprawa zamrożenia połowy polskiej części Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i fakt, że siłą rzeczy i tak będą musieli wywiązać się z celu klimatycznego 2050, też de facto nie pozwala naszym decydentom żyć dalej w takiej pewności siebie, tak jak by chcieli.

Media “antypisu” również jednak poniosło, ponieważ ich publicyści ogłosili totalną porażkę Morawieckiego. Warunek praworządności jest przez polskich liberałów rozumiany tak, jakby pozwalał on powstrzymać dewastację naszego krajowego sądownictwa pod groźbą zakręcenia kurka z pieniędzmi. Nic z tego. Zapisy porozumienia, zwłaszcza art. 22, wystarczająco jasno mówią, że “rule of law” będzie egzekwowane w celu zabezpieczenia “interesów finansowych UE”, czyli w zakresie mającym wpływ na sposób zarządzania i wydatkowania unijnych funduszy. I jest to w ogóle pewnego rodzaju konsensus w debacie, jaka od 2018 r. toczyła się na forum Unii w związku z tym, co Polska władza wyczynia z krajowym sądownictwem. Jeżeli karą za naruszenie praworządności ma być wstrzymanie części środków pieniężnych przewidzianych przez UE, to określenie wymiaru tej kary musi zakładać powiązanie samego nadużycia z wielkością narażenia w ten sposób “interesu finansowego” Unii. To względnie proste, jednak dla polskich przeciwników PiSu, dosłownie ślepo zapatrzonych w UE, poznawczo niedostępne.

Zachodnia prasa, m.in. New York Times, komentując sprawę miejsca praworządności w porozumieniu budżetowym, wyraźnie pisała, że przyjęto najsłabsze możliwe brzmienie tej zasady i komentowała to jako porażkę w starciu z Morawieckim i Orbanem. Również eksperci wypowiadający się w polskich mediach sugerują najczęściej, że art. 22 umowy zawartej przez Radę Europejską jest bardzo ogólny, a więc podatny na interpretacje idące w obie strony. Na pewno zaś nijak nie gwarantuje skutecznego dyscyplinowania rządu Zjednoczonej Prawicy przez Brukselę na obszarze poszanowania polskiej konstytucji.

To coraz bardziej zdumiewające: środowiska liberalne cały czas wierzą, że Unia uratuje Polskę przed PiS. Nie, nie uratuje. Było już kilka lat, żeby się zorientować w tej kwestii. Wniosek płynie z tego przede wszystkim taki, że najwięksi euroentuzjaści w Polsce blokują upowszechnianie rzetelnej wiedzy i pogłębionej debaty na temat Unii, której jesteśmy i będziemy częścią. W warunkach niezrozumienia podstawowych procesów kształtujących dziś Europę, nie będziemy potrafili odnaleźć się w niej z korzyścią dla nas samych.

- Advertisement -

Najnowsze

Kruchy pakt górników z rządem. Początek sprawiedliwej transformacji? Raczej gra pozorów

Porozumienie, które podpisano 25 września, po strajku w kilku kopalniach, mogło stać się pierwszym krokiem na drodze do sprawiedliwej transformacji Śląska. Wiele wskazuje jednak, że tak nie będzie.

Czterdzieści lat “Solidarności”: jak elity zdradziły robotników

Minęła kolejna dekada od czasu Porozumień Sierpniowych w 1980 r. Niestety narracja dominująca zarówno w mediach jak i w przekazie polityków konsekwentnie pomija robotniczy, klasowy charakter tamtych historycznych wydarzeń.

Newsletter prosto do Twojej skrzynki

Raz w miesiącu wyślemy Ci nasze najlepsze teksty z komentarzem od redakcji.



Administratorem danych osobowych jest Instrat - Fundacja Inicjatyw Strategicznych, ul. Oleandrów 7 lok.16, 00-629 Warszawa. Dane, które nam przekazujesz, wykorzystywane będą do informowania Ciebie o publikacjach i innych działaniach portalu Pospolita oraz w celach statystycznych. Informacja przekazywana będzie pocztą elektroniczną w postaci newslettera. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, a jednocześnie konieczne do przekazania wymienionych treści. Masz prawo dostępu do przekazanych nam danych, prawo do ich usunięcia, aktualizacji, sprostowania, ograniczenia przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Więcej w polityce prywatności.

Polecane analizy