Zielona pigułka dla chorej gospodarki

Izabela Zygmunt
Izabela Zygmunt
Aktywistka Polskiej Zielonej Sieci. Ekspertka ds. transformacji energetycznej

Żeby osiągnąć neutralność klimatyczną trzeba wydać miliardy na inwestycje – czyli zrobić dokładnie to, czego potrzebuje teraz słabnąca z powodu pandemii gospodarka. Jeśli z kryzysu postanowimy wyjść zieloną drogą, te pieniądze znajdą się dużo łatwiej, a przy okazji rozwiążemy kilka innych problemów.


W pierwszych tygodniach pandemii ciężko było znaleźć portal informacyjny, na którym nie ukazałby się artykuł przekonujący o tym, że świat i gospodarka po pandemii zmienią się na zawsze – i mogą zmienić się na lepsze. Rebecca Solnit w Guardianie pisała o tym, jak nagłe zatrzymanie dotychczasowej społecznej rutyny stworzyło w końcu przestrzeń, by wyobrazić sobie lepszą przyszłość i w nią uwierzyć. Wielu komentatorów twierdziło zgodne, że za gospodarką, która na naszych oczach właśnie osuwała się w kryzys, nie ma co płakać, trzeba natomiast szybko zbudować nową, lepszą dla ludzi, klimatu i środowiska.

Nowy konsensus

Przekonanie to najwyraźniej podziela szefowa Komisji Europejskiej, która mimo opóźnienia części prac postanowiła nie zmieniać przyjętego kursu na zieloną transformację. Ursula von der Leyen zapowiedziała kilka dni temu, że ogłoszony w grudniu Europejski Zielony Ład i walka z kryzysem klimatycznym pozostaną dla Unii Europejskiej „kompasem” i „motorem” w procesie naprawy gospodarki.

Nie jest w tym osamotniona. Na początku kwietnia ministrowie dziesięciu państw UE podpisali wspólny apel o to, by centralnym elementem długoterminowej odpowiedzi UE na kryzys były cele Zielonego Ładu, w tym cel zasadniczy, czyli osiągnięcie neutralności klimatycznej do połowy wieku. Do apelu dołączyło jak dotąd osiem kolejnych państw. Również w kwietniu z inicjatywy francuskiego eurodeputowanego Pascala Canfina w Parlamencie Europejskim zawiązany został „sojusz na rzecz zielonej odbudowy gospodarki”, do którego weszło ponad 70 eurodeputowanych różnych partii, a także thinktanki, organizacje ekologiczne, europejska konfederacja związków zawodowych i liczne stowarzyszenia branżowe. Na początku maja do sojuszu dołączyła grupa ponad 50 prezesów największych banków i firm ubezpieczeniowych.

Jednocześnie pojawiają się analizy pokazujące za pomocą twardych danych, że przebudowa gospodarki w duchu sustanability da lepsze wyniki niż przywracanie tego, co było. Najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energii Odnawianej IRENA pokazuje, że ambitna transformacja energetyczna, czyli taka, która umożliwi zatrzymanie globalnego ocieplenia poniżej 2 st. C, stworzy netto więcej miejsc pracy i przyniesie wyższy wzrost PKB, niż dalsze podążanie obecną ścieżką. Da również lepsze wyniki społeczne, mierzone jako poziom zdrowia publicznego i dostępu do usług publicznych oraz jakość środowiska, w którym żyją ludzie.

Podobne wnioski przynosi nowa analiza badaczy z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród ponad dwustu wybitnych ekonomistów i szefów instytucji ekonomicznych twierdzą oni, iż kierując antykryzysowe środki finansowe na ochronę środowiska, klimatu i zdrowia osiąga się lepsze wyniki z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Uczestnicy badania jako najkorzystniejsze dla gospodarki w długim okresie wymieniali najczęściej inwestycje w ochronę zdrowia, a także w infrastrukturę komunikacyjną i infrastrukturę dla czystej energii, badania nad czystymi technologiami oraz pozostałą działalność badawczo-rozwojową, jak również inwestycje w nowe kwalifikacje i umiejętności pracowników oraz rozwój edukacji. W tym samym badaniu dokonano też oceny skuteczności antykryzysowych inwestycji wdrożonych po ostatnim globalnym kryzysie finansowym. Pokazała ona, że najskuteczniejszym środkiem antykryzysowym są inwestycje w infrastrukturę dla czystej energii, programy termomodernizacji budynków, inwestycje w edukację i szkolenia zawodowe zapobiegające wzrostowi bezrobocia, inwestycje w ochronę i odbudowę ekosystemów oraz ekologiczne rolnictwo, a także wydatki na badania i rozwój czystych technologii.

Polska w ogonie Europy

Kierunek pokryzysowych działań wydawałby się zatem jasny i bezsporny. Mimo to w Polsce wśród rządzących zupełnie nie widać entuzjazmu dla wychodzenia z kryzysu zieloną drogą. Wciąż podnoszony jest argument, że realizacja Zielonego Ładu byłaby kosztowna, a w poepidemicznej recesji ważniejsze będą inne wydatki. Co ciekawe, głosy takie pojawiają się nie tylko w rządzie. Podobnie wyraził się również były unijny komisarz a obecnie europoseł PO Janusz Lewandowski, który Zielony Ład określił jako projekt „głęboko nasycony eko-ideologią, ale zarazem płytko osadzony w realiach gospodarczych”. W obozie rządowym takie myślenie o Zielonym Ładzie jest powszechne. Kilkoro wiodących polityków PiS wprost zaapelowało o zawieszenie lub rewizję Zielonego Ładu. Dużym echem odbiły się wypowiedzi wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego, domagającego się, by w ramach odpowiedzi na kryzys zlikwidować europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ETS).

Były one wprawdzie mitygowane przez Ministerstwo Klimatu, które ustami Ireneusza Zyski przypomniało, że fundusze ze sprzedaży uprawień do emisji to źródło pieniędzy na modernizację energetyki. Nie zmienia to jednak faktu, że generalnie wśród polityków w Polsce nie widać entuzjazmu wobec pomysłu, by zielona transformacja stała się motorem pokryzysowej przebudowy gospodarki. W rządzie i Sejmie w tej chwili nie dzieje się prawie nic, co realnie ułatwiałoby pójście tą drogą i kierowało nas w stronę zielonej gospodarczej przebudowy. Do pewnego stopnia jest to zrozumiałe – teraz jest czas doraźnych działań chroniących płynność finansową gospodarki i temu powinny służyć tarcze antykryzysowe, a na projektowanie średnio- i długoterminowych programów inwestycyjnych przyjdzie czas wkrótce. Niemniej, rządowe plany i strategie oraz wypowiedzi przedstawicieli rządu nie napawają optymizmem. Nad dyskusją wciąż unosi się duch byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, który opór Polski wobec unijnych ambicji klimatycznych wielokrotnie uzasadniał ogromnym kosztem, jaki trzeba by ponieść, by im sprostać. Minister przy różnych okazjach przytaczał różne kwoty w różnych walutach, zawsze były to jednak setki miliardów, i zawsze miały pokazać, że Polski na takie eko-ekstrawagancje nie stać.

Czy faktycznie włączenie się na serio w unijny projekt neutralności klimatycznej byłoby kosztowne? Jeśli z pandemii koronawirusa płynie jakaś lekcja, to ta, że kosztowne są konsekwencje kryzysów. Obecny kryzys zaś to zaledwie preludium tego, co mogą przynieść zmiany klimatu, które – o ile nie podejmiemy teraz adekwatnych działań – wepchną świat w kryzys o wiele bardziej dotkliwy i tragiczny, bardziej złożony i wielowymiarowy, a do tego trwały i pogłębiający się. Wiemy, że koszt działań, które trzeba podjąć by powstrzymać kryzys klimatyczny, jest niższy niż koszt, jaki poniesiemy w przypadku zaniechania tych działań – wynika to z wyliczeń np. OECD czy Europejskiej Agencji Środowiska. W przypadku Polski już teraz same rolnicze odszkodowania za suszę kosztują blisko 2 mld złotych rocznie, a to tylko ułamek rachunku za zmiany klimatu. Trzeba do niego dopisać jeszcze koszty zdrowotne letnich fal upałów, zniszczenia powodowane przez huragany, nagłe powodzie w miastach podczas ulewnych deszczy, pożary lasów, wzrost zachorowań na boreliozę roznoszoną przez coraz liczniej występujące kleszcze – by wymienić tylko, z czym mierzymy się już dziś.

Nowe koło zamachowe

To prawda, że szybka transformacja w duchu Zielonego Ładu wymaga znacznych nakładów pieniężnych. Ale przecież w pokryzysowych programach ożywiania gospodarki właśnie o to chodzi, by wydać dużo pieniędzy. W najprostszej wersji – na cokolwiek, co da ludziom pracę i dochody. W wersji bardziej przemyślanej – na inwestycje, które długofalowo rozwiążą również inne problemy poza nagłym skurczeniem się rynku pracy i spadkiem aktywności gospodarczej. A takich problemów do rozwiązania nie brakuje: mamy katastrofalną suszę, zapaść i perspektywę zwolnień w górnictwie, przestarzały i kosztowny system energetyczny, dramatycznie zanieczyszczone powietrze, cztery miliony niedocieplonych domów, wielkie obszary wykluczenia transportowego, do których nie dociera żaden pociąg ani autobus, oraz płonące składowiska odpadów, by wymienić tylko kilka najpilniejszych spraw. Tak się składa, że w Zielonym Ładzie chodzi o poprawę sytuacji we wszystkich w tych obszarach.

Trzeba też mieć świadomość, że „koszt transformacji”, którym straszą nas politycy, to nie jest nagłe zniknięcie z budżetu kilkuset miliardów złotych, jak zapewne wiele osób sobie to wyobraża. Należy go rozumieć raczej jako sumę pieniędzy z różnych źródeł, przepływających w różnych kierunkach i po drodze wprawiających w ruch mniejsze i większe trybiki zmian w energetyce i innych sektorach gospodarki. W sam Zielony Ład jest wbudowanych kilka takich źródeł. To między innymi wpływy budżetu państwa uzyskane ze sprzedaży wspomnianych już uprawnień do emisji, które można wydać m.in. na sprawiedliwą transformację regionów górniczych. To także dotacje z funduszy unijnych, które sfinansują np. termomodernizacje domów, stacje ładowania elektrycznych autobusów czy szkolenia zawodowe dla byłych górników. To pożyczki z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, które umożliwią wybudowanie wielkich farm wiatrowych na Bałtyku. To unijne gwarancje finansowe dla przedsiębiorców, dzięki którym będzie można bez nadmiernego ryzyka inwestować w nowe technologie, np. magazyny energii elektrycznej i cieplnej. To pieniądze banków i funduszy inwestycyjnych, które zgodnie z wytycznymi zawartymi w tzw. taksonomii zielonych inwestycji zostaną przekierowane z inwestycji w paliwa kopalne na inwestycje w odnawialne źródła energii. Wreszcie, to również oszczędności zwykłych ludzi, które dzięki unijnym regulacjom będzie można korzystnie zainwestować w we własne źródło energii i z biernego klienta zakładu energetycznego stać się małym, ale dużo bardziej niezależnym graczem na rynku energii. Ambicją unijnych przywódców jest, by w skali całej UE z tych źródeł na realizację celów Zielonego Ładu popłynął bilion euro.

Te przepływy będą generować wynagrodzenia dla pracowników, składki dla ZUSu, wpływy podatkowe dla państwa i zyski dla przedsiębiorców. Transformacja gospodarcza w stronę neutralności klimatycznej nie jest kosztem obciążającym budżet, tylko programem rozwoju gospodarczego, którego wdrożenie tylko w części będzie finansowane z kieszeni polskiego podatnika, a przyciągnie do Polski duże pieniądze z zewnątrz.

O ile oczywiście zdecydujemy się ją na serio przeprowadzić.

W dobiegającej właśnie końca perspektywie budżetowej UE ze środków unijnych przyznanych Polsce w ramach polityki spójności sfinansowane zostało ok. dwóch trzecich wszystkich publicznych inwestycji infrastrukturalnych. W nowym okresie budżetowym, w który będziemy wchodzić osłabieni spowolnieniem gospodarczym lub recesją, ta proporcja zapewne się utrzyma lub pogłębi, bo w budżecie państwa nie będzie środków sfinansowanie dużych programów inwestycyjnych ze środków krajowych.

Tymczasem negocjowany właśnie nowy budżet UE będzie w dużo większym stopniu ukierunkowany na ochronę klimatu i zieloną transformację gospodarki. Na długo przed pandemią zdecydowano, że jedna czwarta wszystkich dostępnych tam pieniędzy ma zostać obowiązkowo przeznaczona na projekty służące ochronie klimatu, a z pozostałych środków nie będzie można finansować działań dla klimatu szkodliwych. W ostatecznej wersji te wymogi mogą zostać jeszcze podwyższone, by budżet odzwierciedlał przyjęte w międzyczasie nowe, ambitniejsze cele klimatyczne i środowiskowe UE. Europejski Bank Inwestycyjny, będący drugim obok funduszy strukturalnych ważnym źródłem środków na inwestycje w Polsce, również niedawno zmienił zasady udzielania pożyczek, przyjmując rygorystyczne pro-klimatyczne kryteria doboru projektów, i ogłaszając się przy tej okazji „bankiem klimatycznym”. W międzyczasie Unia wypracowała też tzw. taksonomię, czyli wytyczne dla inwestorów prywatnych, które mają przekierować strumień prywatnego kapitału na przedsięwzięcia służące ochronie środowiska i klimatu.

To wszystko znaczy, że aby skutecznie ściągać do Polski pieniądze, których będziemy bardzo potrzebować, by na nowo rozruszać gospodarkę, musimy mieć w zanadrzu wiele gotowych do realizacji przedsięwzięć, spełniających nowe, zielone kryteria unijnych mechanizmów finansowych. Trzeba będzie postarać się dużo bardziej niż w kończącej się właśnie perspektywie finansowej, w której, jak pokazuje raport CAN-Europe, na transformację energetyki i ochronę klimatu Polska przeznaczyła zaledwie 7,7 proc. dostępnych funduszy, co jest jednym z najniższych wyników w UE. Byłby on zresztą jeszcze gorszy, gdyby nie w trakcie realizacji budżetu nie zwiększono początkowo zaplanowanych mikroskopijnych kwot na czystą energię w odpowiedzi na ogromne społeczne zainteresowanie takimi projektami.

Dobrym przykładem przedsięwzięcia, które może być wehikułem pompującym unijne pieniądze w polską gospodarkę, jest program Czyste Powietrze. Wprawdzie wciąż wymaga on poprawek, większego finansowania i wdrożenia na szerszą skalę, ale dobrze pokazuje, jak wkładając pieniądze w ochronę klimatu i środowiska można generować miejsca pracy i oszczędności w portfelach. Takich programów potrzebujemy jednak znacznie więcej, bo neutralności klimatycznej nie osiągniemy samą wymianą pieców i okien, a jeden program, nawet duży, nie da rady być „kołem zamachowym” całej gospodarki. Przede wszystkim potrzebne będą kolejne projekty pozwalające zmniejszać energochłonność gospodarki, co jest najtańszym sposobem redukcji emisji i pierwszym krokiem w każdym spinającym się scenariuszu dekarbonizacji. W pierwszej kolejności – analogiczny do Czystego Powietrza program termomodernizacji dla budynków wielorodzinnych. W energetyce potrzebujemy prawnych ułatwień i systemów wsparcia rozwoju różnych form energetyki odnawialnej, poczynając od prosumenckich mikroinstalacji, przez spółdzielnie energetyczne, po klastry i duże elektrownie wiatrowe i fotowoltaiczne. Wraz ze wzrostem mocy OZE muszą modernizować się sieci elektroenergetyczne oraz powstawać magazyny energii i usługi umożliwiające bilansowanie zmiennych źródeł, takie jak zarządzanie popytem na energię. Potrzebny jest też program głębokiej reformy ciepłownictwa, który umożliwi rozwój zeroemisyjnych źródeł ciepła i magazynów energii cieplnej. Musimy także mieć konkretne plany rozwoju kolei, transportu publicznego i infrastruktury rowerowej i pieszej, programy odbudowy naturalnej retencji krajobrazowej, która ochroni nas przed suszą, dobry pomysł na uzdrowienie gospodarki odpadami i sporo innych, powiązanych programów i projektów.

Trudność polega na tym, że wymieniony wyżej zestaw działań słabo przystaje do tego, co Polska do tej pory planowała, czyli utrzymania znaczącej roli węgla w energetyce, dalszego blokowania rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie, tzw. gazyfikacji kraju i budowy nowych bloków opalanych gazem, budowy spalarni odpadów oraz generalnie prowadzenia transformacji energetycznej tak wolno, jak tylko się da, by zdążyć zajrzeć we wszystkie ślepe uliczki, jakie mogą się po drodze trafić. Zielona pigułka dla naszej słabnącej gospodarki jest w zasięgu ręki, ale zanim po nią sięgniemy, trzeba będzie za radą Rebeki Solnit wykonać ćwiczenie z wyobraźni i uwierzyć, że w to, co było do tej pory nie do pomyślenia – że Polska może odejść od węgla i paliw kopalnych i wyjść na tym dobrze.

- Advertisement -

Najnowsze

Kruchy pakt górników z rządem. Początek sprawiedliwej transformacji? Raczej gra pozorów

Porozumienie, które podpisano 25 września, po strajku w kilku kopalniach, mogło stać się pierwszym krokiem na drodze do sprawiedliwej transformacji Śląska. Wiele wskazuje jednak, że tak nie będzie.

Czterdzieści lat “Solidarności”: jak elity zdradziły robotników

Minęła kolejna dekada od czasu Porozumień Sierpniowych w 1980 r. Niestety narracja dominująca zarówno w mediach jak i w przekazie polityków konsekwentnie pomija robotniczy, klasowy charakter tamtych historycznych wydarzeń.

Newsletter prosto do Twojej skrzynki

Raz w miesiącu wyślemy Ci nasze najlepsze teksty z komentarzem od redakcji.



Administratorem danych osobowych jest Instrat - Fundacja Inicjatyw Strategicznych, ul. Oleandrów 7 lok.16, 00-629 Warszawa. Dane, które nam przekazujesz, wykorzystywane będą do informowania Ciebie o publikacjach i innych działaniach portalu Pospolita oraz w celach statystycznych. Informacja przekazywana będzie pocztą elektroniczną w postaci newslettera. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, a jednocześnie konieczne do przekazania wymienionych treści. Masz prawo dostępu do przekazanych nam danych, prawo do ich usunięcia, aktualizacji, sprostowania, ograniczenia przetwarzania, a także prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Więcej w polityce prywatności.

Polecane analizy